Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 27 października 2011

Rury os. Kazimierza Wielkiego w Lublinie




       Na terenie Miasta Lublina ustawionych jest wiele rzeźb, które powstały w lepszych bądź gorszych okresach Koziego Grodu. Nie będę ich oceniał, po prostu postaram się je Wam trochę przybliżyć. Wśród wielu z nich na co dzień przechodzimy, zwracają naszą uwagę bądź wtapiają się niezauważone i porośnięte chaszczami w krajobraz.
        Zacznę od "Rur", rzeźby położonej u zbiegu ulicy Filaretów i Kazimierza Wielkiego, niedaleko Hali Globus. Rzeźba ta - jak wiele jej podobnych, umieszczonych na osiedlu LSM jest dzieckiem Lubelskich Spotkań Plastycznych, które odbyły się w latach 1976 - 1978. Twórcami "Rur" są Tadeusz Huszcza i Lech Kunka.
         Być może rzeźba nawiązuje do mieszczącej się tu średniowiecznej wsi wywodząc jej nazwę z języka łacińskiego "rus, ruris", która z biegiem lat uległa spolszczeniu na "Rury". 
         Niektórzy jednak twierdzą, iż nazwa "Rury" odwołuje się wprost do lubelskiego wodociągu powstałego jeszcze w XVI wieku, który to w wieku XVII w wyniku najazdów kozackich oraz szwedzkich został zniszczony. Historia wodociągu i łączenia z nim rur w tym wypadku to jednak tylko ciekawostka - warta przytoczenia i odnotowania. Chociaż kto wie, może to właśnie ona zainspirowała rzeźbiarzy i to właśnie nią się kierowali?
            Wkrótce dalszy ciąg lubelskich rzeźb.

7 komentarzy:

  1. Hm, pomnik rury... no, niech będzie, wszystko, co istnieje jest mozliwe. Jestem konserwatystą, bardziej mi się podoba tamten facet na koniu, którego zdjęciem zasłynąłeś:-)
    Swoja droga, zastanawia mnie, że nie zajęli się jeszcze tymi rurami złomiarze. W moim mieście próbowali nawet odciąć papieżowi kij, bo jest z brązu. Jednak za głośno chrobotali i trafili do paki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie oceniam rzeźby. Dla mnie, który pamięta ją "od zawsze" czyli od około 30 lat jest elementem stałym, sentymentalnym jak kuchnia kaflowa u babci na wsi. Też niby takie nie wiadomo co, a trzask węgla w niej zimnym porankiem przywodzi miłe wspomnienia.
    Natomiast dlaczego jeszcze stoi? Otóż jest na widoku, przy ruchliwej ulicy, a być może budowana z materiałów schyłku socjalizmu na złom się nie nadaje, przypomnij sobie Bareję i np. Alternatywy.
    A laska z brązu JP II, jak najbardziej, podobnie jak elementy pomnika z grobu Jacka Kaczmarskiego, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanuję Twoja wrażliwość, ale porównywalny sentyment do rur (nawet zgromadzonych wertykalnie) i do pieca w domu, w którym pali się drewno, czy węgiel, nieco mnie zaskakuje.
    W dzieciństwie i u mnie w domu był taki piec, z fajerkami i gorącą blachą. Najbardziej lubiliśmy z bratem smażyć kawałki ciasta, które zostawały mamie, kiedy robiła makaron do rosołu. Robiły się na nich takie przypieczone bąbelki i w ogóle były pyszne. Więc do takiego pieca w kuchni mam sentyment.
    Natomiast rury... mogą co najwyżej zardzewieć, nawet nie da się ich zatkać, ani odetkać, bo ich za dużo. Nie czuje się w prawie roztrząsać, co sztuka jest, a co nią nie jest, w jakim aspekcie i w jakim wymiarze. Mam jednak prawo do swojej wrażliwości, w wypadku pomnika z rur wzruszam ramionami i tyle.
    Może gdybym w tych rurach ganiał się z kumplami w dzieciństwie, myślałbym inaczej, ale nie sadzę, jakoś nie czyje sentymentu do piaskownicy z podwórka, w której było więcej psiego łajna niż piasku.

    OdpowiedzUsuń
  4. Poszerz swòj horyzont, spòjrz na nie jako na pamięć, miejsce i obecność. Otòż dla mnie wszystko to jest ważne zidentyfikowane z powyższym, dla wielu mieszkańcòw ròwnież. Właśnie tamto osiedle to moje dzieciństwo; dlatego ja z mojej piaskownicy zapamiętałem słońce, a piaskownica ta znajdowała się na tamtym właśnie osiedlu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też patrzę na te rury z ogromnym sentymentem, z tym, że najlepiej pamiętam je patrząc od strony Globusa. Tamtędy chodziłam obok nich i od tamtej strony między nie właziłam jako dziecko. Moja babcia z LSM-u nie miała w domu pieca kaflowego, jedynie niesamowity piecyk gazowy w łazience ;), ale te rury były dla mnie od zawsze na drodze do jej domu i przez to były ważne. Choć może nie tak fascynujące jak pobliski plac zabaw z rakietą :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie muszę nic poszerzać:-) Także mam parę miejsc na świecie, o których myślę z sentymentem. Choć nie są one związane z jednym miastem i jakby bardziej na ludzka miarę niż składowisko rur, dla mnie miejsca ważne.
    Jest to np. kilka ulic i uliczek w paru miastach, jakiś kamień, jakiś wąwóz, jakaś granica, jakaś rzeka... i takie tam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rury mi się bardzo podobają mimo, że nigdy tam nie mieszkałem. Są, i niech sobie będą jeszcze długo. Proszę też zauważyć, ze rury nie rdzewieja. Nie wiem cxzy to konserwacja, czy materiał jaki zastosowano do ich wykonania ale rude nie są... Czyli są prawdziwe, bo rude to byłyby fałszywe... ;-)

    OdpowiedzUsuń