Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 20 czerwca 2017

Wyszyńskiego 3 w Lublinie - Pałac Hussarów


    Przy ulicy Wyszyńskiego 3 w Lublinie znajduje się interesujący w formie, bo z arkadami, budynek. Powstał w XVII wieku usytuowany na Wzgórzu Żmigród, w miejscu dawnego browaru Bartłomieja Helta. Pałac należał do rodziny Wrońskich, a jednym z jego wielu właścicieli był Franciszek Hussar - stąd nazw tych możemy używać zamiennie. Co interesujące, właścicielami pałacu przez krótki okres była również rodzina Lubomirskich.


    Kamienica, bo tak chyba należy pałac określać, spełnia dzisiaj funkcje mieszkalne. Trudno szukać w niej śladów wnętrz pałacowych, a co dopiero przypuszczać, że to tu w 1803 roku, po pożarze teatru przy ul. Królwskiej organizowano przedstawienia teatralne! Z biegiem lat pałac tracił na znaczeniu, a degradacja funkcji nastąpiła w momencie intensywnych przebudów. 
     W XIX wieku tuż obok powstał tzw. nowy trakt zamojski, który miał złagodzić różnicę wysokości ulic Zamojskiej i Królewskiej. W wyniku prac utworzono nasyp (materiał pozyskano z rozebranego kolegium jezuickiego), który sprawił iż obecnie ulica przebiega na wysokości piętra budynku. Aby się do niego dostać, należy zejść schodami w dół lub przejść bezpośrednio od strony ulicy Żmigród.


    W sąsiedztwie Pałacu Hussarów znajdziemy mało atrakcyjne komórki, które jednak z uwagi na koloryt miejsca i ciekawy charakter przyciągnęły mój wzrok. Ich czas jest policzony, dlatego postanowiełem zachować je w tej fotografii. 
  


czwartek, 15 czerwca 2017

Plac Litewski dwa dni po otwarciu. Hit czy kit za blisko 70 milionów?


   Zdjęcie zniszczonego Placu Litewskiego  nadesłał czytelnik. Na Plac wjechał samochód policyjny i pozałamywał chodnikowe fontanienki. Czy Policja i karetki będą musiały parkować przed Placem, a ich ekipy zmuszone będą dobiegać na interwencje?
  Czy Plac za blisko 70 milionów powinien być bardziej trwały, a nie kruszyć się jak lodowy wafelek? Czy brak jest stosownych oznaczeń i barier zapobiegających najechaniu w miejsca newralgiczne?
   Czy z tego powodu, biorąc pod uwagę kruchość konstrukcji nie możemy rowerami jeździć?
   Coś poszło nie tak. Tylko co, może pieniądze wyrzucone w błoto? I znów z zewnątrz piękna fasada, a pod tym prowizorka.

wtorek, 13 czerwca 2017

Plac Litewski w Lublinie po przebudowie.


    Trochę poczekaliśmy na zakończenie remontu Placu Litewskiego, ale już jest, a w dniu dzisiejszym tj. 13 czerwca 2017 roku, otworzono go. Lublinianie mogli obejrzeć zmiany, które tu nastąpiły. A pierwszą i najbardziej rzucającą się w oczy jest fontanna, której możliwości lasero - wodno - muzyczne mają być prezentowane w zapowiadanych pokazach kilka razy w roku. Pierwszy zapowiedziano na dzień 15 czerwca br na godz. 21.30.


    Plusem fontanny jest to, że można wchodzić w jej pewien obręb, jednak jak zwracała uwagę zatrudniona do ochrony obiektu ochrona, nie można podchodzić bliżej do fontanny jak na dwa metry. Moja propozycja, to wymalowanie żółtej linii, nie wyobrażam sobie, aby do tłumu ludzi pan ochroniarz każdorazowo krzyczał, że bliżej podchodzić nie można.



    Zmieniła się perspektywa, z której oglądamy budynek Poczty Polskiej.


   Ławki są eleganckie i ładne, oraz wygodne. Wybrano dobry kolor, który prawidłowo koresponduje z resztą placu. Mam nadzieję, że kolor i cała reszta przeżyje naszą aurę, gdyż demontowane chyba nie są.


   Trudno o tym nie wspomnieć. Jedna z największych pomyłek odremontowanego placu. Nie można po nim jeździć rowerem! Szok i niedowierzanie, ale to prawda.


   Tym bardziej jest to niezwykłe, biorąc pod uwagę zamontowane na placu stojaki rowerowe. Do chwili obecnej nie wiem, czy rower do nich należy prowadzić (czy można?) czy należy go przenieść. Zapewne praktyka pokaże.


Ładna i estetyczna alejka z drzewkami obok Hotelu Europa.


Drewniana podłoga na części placu w jakim celu? Być może organizowane będą tu potańcówki?


Pomnik Marszałka Piłsudskiego i odrestaurowana płyta Nieznanego Żołnierza. Obok znajdują się metalowo szklane tablice, jednak wykadrowałem je, ich omówieniem zajmę się w późniejszym terminie.


    Miejsce po wyciętej Topoli Czarnej, popularnym Baobabie. I teraz szczęście w nieszczęciu. Otóż dzisiaj usłyszałem, ze w tym miejscu posadzona zostanie Topola Czarna! Akurat z tego bardzo się cieszę, gdyż będzie to nawiązanie do poprzedniego drzewa, które tu zasadzono w czasie gdy Lublin znajdował się pod zaborami. Z inicjatywy (prawdopodobnie) architekta Bieczyńskiego symbolizowała opór i żałobę przeciw okupacji radzieckiej i cerkwi, która jej symbolem była i tu stała. Nawiązanie historyczne i ciągłość gatunkowa drzewa jest tu moim zdaniem pożądana. Rozumiem, że dąb byłby drzewem trwalszym i być może bardziej reprezentatywnym, jednak ostateczny wybór dla mnie to plus.


   To czego nie mogę odżałować. Litewski jest pozbawiony w większej części drzew. Będzie nam tu gorąco jak na patelni latem, niestety, a w deszczu nie bardzo jest gdzie się schronić.


Koziołki na placu zabaw dla dzieci? Świetny pomysł, szkoda, że podłoże to gumowe wycieraczki na Placu o koszcie przebudowy prawie 70 milionów złotych!


Fontanienki do zabawy dla dzieci i dorosłych - dobry pomysł.


Z tej perspektywy Plac Litewski to autostrada. Niektórym przeszkadzają latarnie całkowicie bez wyrazu, szpicowate. 


Tak się złożyło, że miejscka toaleta, która wcześniej była pod ziemią trafiła na wierzch i wygląda jak kontener z tira. Cóż, być może drzewa ją zakryją.

   W zasadzie trudno teraz o podsumowanie. Lublinianie dostali nowy plac, i nie wypada mi dzisiaj składać uwag. Ogólnie nie jest źle. Wszystkich jednak razi olbrzymi koszt zmiany, jak wspomniałem wyżej ok. 70 milionów złotych placu oraz koszt rocznego utrzymania fontann w kwocie około miliona złotych to suma bajońska. 
    Plusem jest to, że Plac wrócił do mieszkańców, mam nadzieję, że wróci on do rowerzystów, a bzdurny zakaz przejazdu rowerem zostanie usunięty. 


poniedziałek, 5 czerwca 2017

Kwiatki, kwiatki... sposób na co?

 
   Na Krakowskim Przedmieściu stanęły (ponownie) spore metalowe donice z kwiatami i zamiast, jak to kwiaty, budzić pozytywne odczucia, frustrują przechodniów, którzy narzekają na zajętą sporą część chodnika. Zdaniem mojego znajomego, kwiaty w donicach powinny zostać ustawione za ogrodzeniem z łańcucha, gdzie znajduje sporo miejsca. Ich obecne usytuowanie jest kłopotliwe, a metalowe donice szpecące, są też głosy pozytywne, osób którym pomysł się podoba.
   Moim zdaniem w Lublinie, obserwujemy niepokojącą tendencję. Ze Śródmieścia, znikają drzewa,  a coraz więcej miejsca robi się dla betonowych placy, np. - Centrum Spotkania Kultur, Plac Litewski, Centrum Kultury. Aby to "zrównoważyć" służby miejskie ustawiają donice z kwiatami, które tworzą pozory "zielonego Lublina". Ale to tylko pozory, gdyż każdy z nas doskonale rozumie, że kwiat, choć cieszy oko, nie wszędzie pasuje, być może na rabatkę pod chałupą, do ogródka, lub w formie ozdobnej do parku, nie spełniając żadnej poza estetyczną, funkcji. W Lublinie potrzeba drzew, które zapewniają cień, chronią przed deszczem, a korony ich produkują tlen i oczyszczają z pyłów miasto, powstrzymując przed ich przemieszczaniem. To zrozumiałe, że ich pielęgnacja kosztuje, ale odpowiednio zadbane, będą bezpieczne dla mieszkańców, a jednocześnie przyniosą sporo pożytku.
   Tak czy inaczej, przygotowałem króciutką sondę dla czytelników.

poniedziałek, 29 maja 2017

Pałacyk przy ul.Lipowej 5 w Lublinie


    Przy ulicy Lipowej 5 w Lublinie znajduje się piękny pałacyk w stylu eklektyczno klasycystycznym pobudowany po 1904 roku. Pierwotnie wyposażony był w stajnię i wozownię, otoczony ceglanym murem, wybudowany przez Tadeusza Piotrowskiego, będącego jednocześnie architektem budynku. Przed wybuchem drugiej wojny światowej, w piwniczce budynku znajadowała się produkcja miodów pitnych, a w roku 1939 ukrywany był tu, przez kilka tygodni obraz Jana Matejki "Bitwa pod Grunwaldem". 
   W Pałacyku funkcjonowała szkoła prywatna, oraz po wojnie przedszkole, które funkcjonowało tu aż do 1990 roku, otworzone przez Mariannę z Rajdeckich Piotrowską, żonę właściciela. Obecnie w budynku znajduje się oddział firmy ubezpieczeniowej. 
  Budynek znajduje się tuż przy jednej z najruchliwszych ulic w mieście, często omijany, a jednak jego architektura przyciąga wzrok. Zachęcam aby wejść do środka i przyjrzeć się jego niezwykle ciekawemu i klimatycznemu wnętrzu!    

środa, 24 maja 2017

Lubelskie kamienice, zaniedbane, niebezpieczne dla mieszkańców, ale ukwiecone.


     W dniu dzisiejszym wydarzyła się katastrofa budowlana, zawalił się strop kaminicy Lubartowska 45. Nie jest to zaskoczeniem, to musiało się wydarzyć, gdyż stan wielu z nich jest fatalny, a pomimo tego zamieszkują w nich ludzie. 
    W 2013 roku zawaliła się kamienica przy ul. Lubartowskiej, a wcześniej w najbliższej okolicy podobny los spotkał kamienicę przy ul. Noworybnej. Kamienice stoijące obok, z uwagi na lessowe podłoże i duży ruch przy ulicy nadal znajdują się w strefie zagrożenia i nie dają gwarancji na bezproblemowe ich użytkowanie. 
     Aby przekonać się jak wyglądają kamienice w Lublinie, wystarczy wejść w podwórze, lub do klatki schodowej, porozmawiać z mieszkańcami, którzy zgłaszają pękające ściany, a wobec spodziewanego zagrożenia są bezradni.


    Wielokrotnie zastanawiałem się, chodząc po tych czynszowych kamienicach, czy ich remont i zabezpieczenie nie powinno stać się priorytetem dla miasta? Otóż dobiega końca remont placu Litewskiego za bajońską kwotę 60 milionów złotych, tymczasem brakuje pieniędzy na remonty i zabezpieczenie kamienic w mieście.


    I na koniec ciekawostka. W październiku 2015 roku kosztem 330 tysięcy złotych zakupiono kwietniki i stojaki na kwiaty, które wmontowano w chodniki na ul. Lubartowskiej w ramach pomysłu Ratusza na "Ukwiecenie Lubartowskiej" - KLIK. W 2016r. kwiaty ponownie ustawiono, w 2017r. kwietniki już się nie pojawiły, a stojaki zostały. Projekt ten, stał się "kwiatkiem do kożucha", miejsca oczekującego na rzeczywistą rewitalizację i faktyczną odbudowę. 
   Aby zapobiec podobnym tragediom, proponuję przeznaczyć z budżetu miasta, raz w roku, kwotę 330 tysięcy złotych (tyle co na kwiatki na Lubartowskiej) celem odnowy wytypowanej do tego kamienicy. Gdyby tak stało się w już 2015 roku, to do końca 2017 wyremontowane były by trzy, a być może i ta, która się w dniu dzisiejszym nieszczęśliwie zawaliła. 
    Drogi Ratuszu, może warto o tym na poważnie pomyśleć i wydzielić pieniądze na ratowanie pięknych, lecz zniszczonych kamienic naszego miasta i zwiększyć również z 600 tysięcy do miliona kwotę na ochronę konserwatorską? To przecież "tylko tyle" co spodziewana obsługa roczna Placu Litewskiego po remoncie.


wtorek, 23 maja 2017

Przechodniu, uważaj na ciężarówki na Starym Mieście w Lublinie!


     Pieszy musi zachować szczególną ostrożność wchodząc rankiem (ale nie tylko rankiem) na Stare Miasto w Lublinie. Ruch samochodowy jest wówczas duży, z przewagą ciężarówek dowożących różne towary do lokalnych knajpek. Pośród nich pętają się pomniejsze osobówki, urządzając sobie slalom pomiędzy tymi większymi. 


   Przechodzeń, który musi tamtędy przejść, jest mocno zdezorientowany, nie czuje się pewnie przy takim natężeniu ruchu. Szczególnie w tej uczęszczanej i zabytkowej części miasta, która powinna być wyłączona z ruchu większych samochodów i podlegać szczególnej ochronie. 


    Dodatkowo swoje "trzy grosze" dokładają śmieciarki, należące tu do najcięższych pojazdów. Niedawno pod jedną z nich zapadła się ulica, ale jak widać, jeżdżą one dalej w nadziei, że nic się już nie zawali. Tu link do artykułu o takim wydarzeniu (Dziennik Wschodni) KLIK


    Zrozumiałe jest, że sklepy muszą mieć zaopatrzenie, a wywóz śmieci jest konieczny. Jest to bezsprzeczne. Aby zadbać jednak o bezpieczeństwo zabytków oraz przechodniów spacerujących w tym miejscu, należało by wprowadzić ograniczenie tonażu aut wjeżdżających na Stare Miasto. 
   Towar można dowieźć niewielką furgonetką, śmiecie zabrać może mniejsza śmieciarka. W przypadkach ekstremalnych, samochody mogą zatrzymywać się na ul. Lublartowskiej lub na Placu Katedralnym, gdzie można było by je wyładowywać, a towar dowieźć wózkiem. 
     Dla chcącego - nic trudnego! Czy to możliwe?Apeluję do władz miasta o rozważenie tego pomysłu.

Ścięto Baobab.



Kartka z kalendarza.    
     23 maja 2017r., ścięto Topolę Czarną, popularny lubelski "Baobab", który stał w centralnej części Placu Litewskiego. Jak mówią był stary i nie pasował do całości. Podobno był chory.

czwartek, 18 maja 2017

Drzewa do wycięcia w Lublinie. Al. Racławickie bo buspas i Baobab bo chory.

 
   W wyniku przebudowy Alej Racławickich wyciętych ma zostać 89 drzew. Powodem jest stworzenie buspasów oraz ścieżki rowerowej. Mieszkańcy protestują, ale są jak zwykle ignorowani przez Urząd Miasta Lublina, który przecież wie lepiej. Protestujący przeciwko wycince okleili taśmą drzewa przeznaczone do niej i umieścili na nich klepsydry.


     Aleje Racławickie w Lublinie są piękne i słyną właśnie ze swoich drzew, które ją otaczają. To takie nasze małe Champs Elysees, ulica w mieście, której uroku dodają drzewa!


   Co interesujące, rowerzyści wskazali, że nie potrzebują ścieżki kosztem wycinki drzew, bo przecież ścieżkę rowerową można wykonać przy ich zachowaniu. Drzewa oddzieliły by ją od pasa drogowego, zapewniając bezpieczeństwo.
     Kolejną sprawę stanowią buspasy, Aleje Racławickie posiadają dwa wyznaczone szerokie pasy ruchu w jedną stronę i dwa w drugą, co obecnie jest wystarczające, a poszerzanie ich o kolejny nie wpłynie na płynność ruchu, a spowoduje jego zwiększenie - wbrew obecnej światowej polityce polegającej na jego ograniczaniu w centrach miast.
    Przy planowanej wycince, która ma zapewnić dodatkowe pasy dla autobusów i prawoskręty, wycięte mają zostać również drzewa umożliwiające skręt w ulicę Legionową, która to jest ulicą jednokierunkową i skręcić się w nią nie da! Ot, taki paradoks.


   Moim zdaniem ignorowanie głosu mieszkańców, odbije się czkawką tym, którzy takie decyzje obecnie podejmują. Nie można lekceważyć głosu tych, którzy przecież najlepiej wiedzą jak w swoim mieście żyć. 

Baobab - czyli Topola Czarna do wycięcia z Placu Litewskiego.


  Topola Czarna na Placu Litewskim, popularny Baobab, w związku z czterema miejskimi opiniami o chorobie, zostanie wycięta, a posadzone w jej miejsce inne drzewo ma być spektakularne w formie. Lublinianom łza w oku się zakręciła, bo topola ta ma za sobą szmat historii i wielu z nas wyrosło przy niej. Niestety stwierdzono, że babcia kaszle i trzeba ją ściąć, bo może się sama z(a)łamać. 
    Tymczasem o pewnym równie ciekawym, starym i schorowanym od dziesięcioleci drzewie, które podparte metalowym odciągiem stoi w Ogrodzie Saskim przypomiał mi mój sympatyczny kolega Tomasz Rolski.


    Od czasu gdy byłem dzieckiem na trzykółkowym rowerku, to drzewo było chore, tak właśnie podparte i już wtedy było (moim dziecięcym zdaniem) stare. Zawsze było przy tym dla mnie ciekawe, charakterystyczne i piękne! Dlaczego więc Baobab tak właśnie nie mógłby żyć? My mieszkańcy opiekowalibyśmy się tą naszą babcią!


   Odpowiedź jest prosta. Problemem nie jest problem, tylko nasze podejście do problemu. Kto drzewa kocha zrobi wszystko aby je ocalić, chyba, że jest inaczej. 

kadr z filmu Alternatywy 4 Stanisława Barei

   A był już zdaje się taki gospodarz domu w filmie Alternatywy 4, któremu drzewko przeszkadzało. A to ptak siedzący na nim mu na głowę narobił, a to uderzył się o nie, a to sopelek z niego mu za kołnierzyk wpadł.. 
   Tak, tak, drzewa bywają złośliwe, ale nie ma się co na nie obrażać, produkują tlen dzięki któremu żyjemy. Kochajmy je!


wtorek, 9 maja 2017

Plac zabaw w Ogrodzie Saskim w Lublinie. Czy nie można było tak od razu?


   W ciągu ostatnich kilku miesięcy plac zabaw w Ogrodzie Saskim, przeszedł metamorfozę. Otóż po remoncie, lub rewitalizacji - jak kto woli, z miejsca przyjazanego dzieciom i odwiedzanego tłumnie przez rodziny, stał się tym co poniże widzimy na zdjęciu.


    Za moimi plecami, gdybym wykonywał to zdjęcie przed obecną zmianą zobaczylibyście pusty, dosyć spory plac. Jednym słowem mizeria. Jednak teraz to się zmieniło! Pusty plac został wykorzystany niemal kompleksowo, zamontowano na nim sporą ilość sprzętów do zabaw dla dzieci, a wokół nich wyłożono miękką gumę - po której chodzimy jak po pluszowym dywanie.


   Bardzo fajne, łatwo dostepne niewielkie zjeżdżalnie dla najmłodszych.


Drabinki i inne urządzenia - "mostki" do zabawy dla dzieciaków, to również dobry pomysł.


Bezpieczna karuzela, która nie uszkodzi dziecku nogi, oraz huśtawki.


Z dzieciństwa to mój ulubiony typ hustawki. Swoją drogą zastanawiam się, czy są jeszcze podobnego typu tu w Lublinie? Z tyłu widoczne stopki do biegania i słupki. 


  Wszystko wykonane zostało dosyć starannie, pozostawiono jednak fragment poprzeniej części placu (zdjęcie drugie od góry), która sprawia wrażenie biedniejszego brata tej, obecnej. Wydaje się, że obie powinny być zostać dopasowane do siebie, podobnym, wysokim komfortem użytkowania.

/kliknij zdjęcie aby powiększyć/

    Aby nie przesłodzić, zauważę. Po rewitalizacji Ogrodu Saskiego, zlikwidowano dotychczas istniejący plac zabaw dla dzieci, i postawiono na nim jedynie kilka podstawowych urządzeń na dosyć sporym, wyodrebnionym placu. Sprawiono tym zawód rodzicom i dzieciom, którzy do tej pory korzystali z tego placu zabaw. Obecnie "miasto" zrehabilitowało się fundując porządną zabawę. 
   Niestety frajda z placu zabaw takiego jaki być powinien od początku, ominęła jedno pokolenie dzieci, którym go odebrano - na tą rewitalizację czekały sześć lat, a placu zabaw w tym czasie nie miały. 


niedziela, 7 maja 2017

Dom Towarowy Sezam w Lublinie


   Powszechny Dom Towarowy Sezam w Lublinie powstał w latch 60-tych w miejscu po zniszczonym podczas bombardowania (II wojna światowa) budynku Hotelu Victoria. Względem poprzedniego budynku został cofnięty w tył, a jego wielkość dzięki przemyślanemu rozplanowaniu nie przytłacza sąsiadujących z nim zabytków; jak kościoła oo Kapucynów, Teatru Osterwy, lub Hotelu Europa. Również jego modernistyczna bryła, zaskakująco dobrze wkomponowała się w architekturę miasta, co zawdzięczamy znakomitemu lubelskiemu architektowi Tadeuszowi Witkowskiemu. Pierwotnie budynek ozdabiały neony, które niestety z upływem czasu zniknęły. Do niedawna jego bryła przesłonięta była szpecącymi reklamami, od których niedawno został uwolniony. 
    Popularny PEDET w swoich czasach był w mieście pierwszą, nowoczesną galerią handlową. Dobrze zaprojektowany, podobnie wyposażony, przez długie lata był wizytówką miasta. Z końcem lat 80 - tych podupadł, a obecnie pomimo iż znajduje się w centrum miasta nie cieszy się dawną popularnością. Związane to jest ze sporą liczbą nowoczesnych galerii handlowych w mieście, z którymi w żaden sposób nie może konkurować, stając się przyczółkiem drobnego rodzimego handlu. Jednym zdaniem - PEDET przestał być modny. A szkoda, bo zarówno budynek, jak i samo miejsce można było by ożywić i nadać mu modernistycznego charakteru. Tymczasem powstaje koncepcja wyburzenia budynku i pobudowania nowej, nowoczesnej galerii. A szkoda, bo budynek został zaliczony w 2011 roku do miejskiej listy dóbr kultury współczesnej.


   Być może wkrótce jeszcze, uda mi się, zamieścić zdjęcia wnętrza, które jest również interesujące ze względu na posadzki, w które został wyposażony, w interesujący sposób zamontowane luksfery oraz z uwagi na sprytnie zaaranżowaną powierzchnię obiektu, która jednak jak na obecne standardy jest niewielka bo wynosi zaledwie 3 tys. metrów.
   A wspomnienia? Cóż jako chłopak niekiedy do niego zaglądałem, często korzystając z zamontowanych w nim wind, używając szerokich i łagodnych schodów. Na parterze jak sięgam pamięcią, zawsze trafiałem na punkt dorabiania kluczy i zegarmistrza, a wyższe piętra to odzież działu damskiego i męskiego. W ostatnich latach na ostatniej kondygnacji, dosyć krótko funkcjonował EMPiK. To w zasadzie tyle. Liczę na Wasze wspomnienia.


wtorek, 25 kwietnia 2017

Nie w pełni sprawny Ogród Saski w Lublinie


     Jakiś czas temu rozmawiałem ze znajomą osobą poruszającą się na wózku inwalidzkim. Poskarżyła mi się ona na brak wjazdów i zjazdów w Ogrodzie Saskim dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. 
    Otóż chcąc załatwić sprawę w Urzędzie Miasta przy ul. Wieniawskiej, osoby takie mają utrudnioną drogę. Wysiadając na przystanku komunikacji miejskiej przy Al. Racławickich, nie dotrą parkiem w prostej linii do jednego z dwóch urzędów i będą zmuszone nałożyć drogi obchodząc park na około. Taka sytuacja wygląda przy najbliższym dojściu do Urzędu Miasta od strony ulicy Leszczyńskiego idąc przez park - zdjęcie powyżej obrazuje schody tuż przy urzędzie (znajduje się tam m.in. Wydział Komunikacji, Wydział Zdrowia).

/kliknij zdjęcie aby powiększyć/

   Ale tak sytuacja wygląda przy wszystkich trzech przejściach w pobliżu dwóch budynków Urzędu Miasta w Lublinie. Powyżej na mapce zaznaczyłem w jakich miejscach znajdują się urzędy, oraz wkleiłem, jak wyglądają najbliższe przejścia do nich z Ogrodu Saskiego. 

 

   Powyżej widzimy schody prowadzące do uliczki Bieczyńskiego, skąd najszybciej przejdziemy na ulicę Wieniawską skracając sobie drogę. Oczywiście najszybciej dla osób w pełni sprawnych... Nie ma tam jednak ułatwienia dla wózków inwalidzkich, a matki z dziećmi wózki pchają bokiem, po trawie, podobnie jak rowerzyści swoje rowery.



   Kolejne zdjęcia pokazują schody prowadzące na ulicę Leszczyńskiego, skąd już tylko parę metrów dzieli od budynku Urzędu Miasta na Wieniawskiej (widoczny biurowiec). Niestety, niepełnosprawni muszą chodzić naokoło.
    Niedawno Ogród Saski przeszedł kosztowny remont, który niestety nie objął ułatwień dla osób niepełnosprawnych. Być może niedługo nadarzy się dobra do tego okazja, gdy wymianie ulec mają piaskowe alejki, które tu jednak się nie sprawdziły. Zachęcam Ratusz, aby to przemyślał i zadziałał na rzecz osób poruszających się na wózkach.