Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 grudnia 2015

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie


    Jesienne i zimowe (już wkrótce) wieczory nadchodzą szybko, a dzień wstaje późno. Park Saski w Lublinie wyludnia się w związku z tym dużo szybciej. Kiedyś spacerowali tu ludzie z psami już przed 6tą rano, wieczorami wielu czuło się bezpieczniej gdy zobaczyło idącego alejką człowieka z psem. Za dnia dzieci i zwierzaki ganiały się między drzewami, a starsi ludzie siadali ze swoimi czworonożnymi równolatkami na ławkach w parku wiodąc polityczne dysputy. Park Saski żył więc o każdej porze roku, dnia i nocy. Obecnie przez wprowadzony przez Ratusz zakaz spacerowania z psami w saskim tylko pory dziennego szczytu wprowadzają do niego życie. W pozostałych godzinach jest on opustoszały i przypomina raczej romantyczny obrazek, tyle, że bez życia.
    Może o to chodziło?

Chór:
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie, co to będzie?

Guślarz:
Zamknijcie drzwi od kaplicy,
I stańcie koło truny;
Żadnej lampy, żadnej świecy,
W oknach zawieście całuny,
Niech księżyca jasność blada,
Szczelinami tu nie wpada,
(...)
                                                      Dziady Cz. II Adam Mickiewicz

czwartek, 12 listopada 2015

Pieniądze utopione w błocie. Ogród Saski w Lublinie.


   Jesienny wieczór. Spaceruję od strony Alej Racławickich, za ogrodzeniem Ogrodu Saskiego z psem. Słysząc dochodzące od strony parku przekleństwa, zajrzałem w bramę i natknąłem się na wychodzącą bramą kobietę. 
    - "Niech pan tam nie wchodzi bo pies się w błocie pobrudzi" - usłyszałem od wychodzącej.
   - "Nie wchodzę, jest zakaz spacerów z psami w saskim" grzecznie odpowiedziałem, na co kobieta zaśmiała się pod nosem i poszła swoją drogą obstukując kozaczki z błota na kostce chodnika już za parkiem.


  Nie mogłem się powstrzymać i zrobiłem kilka zdjęć, chodników (?) dawno nie oglądanego saskiego. I tak oto krytykowane przez mieszkańców piaskowe alejki, przemieniły się pod wpływem deszczu w błotne dukty.


   W "rewitalizacji" Ogrodu Saskiego prezydent Żuk utopił 13 milionów złotych. W zamian po przeszło 170 latach istnienia parku miejskiego po raz pierwszy od okupacji zamknięto go dla określonej grupy - tym razem dla ludzi spacerujących z psami. Górki, z których dzieci zjeżdżały na sankach obsadzono ostrokrzewem aby uniemożliwić im zimową zabawę. Z alejek, po których jeżdżono na rolkach (na zdjęciach) zerwano asfalt i posypano je drobnym żwirkiem uniemożliwiając jazdę. Z placu zabaw dla dzieci pozostawiono jedynie huśtawkę. Rowerzystom zakazano korzystać z całego parku wyznaczając im drogę na przejazd. 
   Na koniec sprowadzono pawie, które miały zadać szyku wielkopańskiego miejsca, zatrudniono im opiekunów i wybudowano w centrum ogrodu szpecącą metalową klatkę - za zgodą konserwatora zabytków. 

   Podsumowując; mieszkańcy stracili miejsce, które dotychczas tetniło życiem.



      
 

wtorek, 19 maja 2015

Pomnik Kochanowskiego pretekstem do myśli kilku o mieście Lublinie


"Służmy poczciwej sławie, a jako kto może,
Niech ku pożytku dobra spólnego pomoże." Pieśń XIX
"A jeśli komu droga otwarta do nieba,
Tym co służą ojczyźnie" Pieśń XII

    Takie właśnie słowa ukuto na jednej ze stron pomnika Jana Kochanowskiego w Lublinie, który 27 września 1931 roku stanął z wielką pompą przed Trybunałem Koronnym.  Wzbudził wówczas wielkie zainteresowanie, a i sam monument otaczano należnym szacunkiem do wybuchu II wojny światowej. Po jej zakończeniu pomnik zmieniał lokalizacje, by ostatecznie stanąć na skwerze przy ul. Narutowicza w pobliżu Kościoła Powizytkowskiego. Jego splendor, nieco zmalał, gdzieniegdzie też fuga u podstawy się posypała, a i słowa z czasem wyblakły tracąc chyba i na znaczeniu.  


   Otóż tak sobie myślę, siedząc na pomniku, że chyba nie do końca. Obywatele zyskują na świadomości swoich praw, chętniej zagłębiają się w historię i chyba bardziej zaczyna im zależeć na ojczyźnie, na początku tej małej, w której żyją, lokalnej. Paradoksalnie jednak, ta świadomość w mojej ocenie jest nikła w środowiskach politycznych i samorządowych, do których obywatel nie może przedostać się z inicjatywą, która postrzegana tam bywa jako niepotrzebna i szkodliwa. Szkoda. 
  Prowadząc tego bloga, oraz inne inicjatywy, staram się skupić na mieście tworzonym dla ludzi i przez ludzi, którzy oczekują komfortu codziennego życia, napotykając w nim jednak bariery i zakazy. 
    Mówię tu o zakazie spacerowania z psem po parku saskim, mówię o liczbie ponad osiemdzisięciu obywatelskich projektów przebudowy podzamcza, z których Ratusz żadnego nie wziął pod uwagę, mówię o planowanej przebudowie ulic Poniatowskiego i Sowińskiego, z których autostrad zrobić nie chcą ludzie, ku zgryzocie samorządu, mówię o cięciu drzew w centrum miasta i zastepowaniu ich trzyletnimi chwostami, mówię o zabraniu toru do sportowej jazdy i pozostawieniu ulic miejskich w zamian do ulicznych wyścigów, mówię o planie zniszczenia poniemieckiej przedwojennej kręgielni. Wymieniać tak mogę długo i dużo.  
    Mój głos to głos człowieka, który nie akceptuje tego, że Ci którzy go mieli reprezentować nie liczą obecnie się z nim. Wkrótce to się jednak zmieni, miasto się zmieni, wierzę w to.
     

czwartek, 19 marca 2015

Zakaz wprowadzania psów do Ogrodu Saskiego

   W pytaniach Panoramy, byłem gościem TVP Lublin, reprezentując społeczność Lublin z Psem. Materiał ciekawy, jednak powstają kolejne pytania. 
Dlaczego miasto podzieliło społeczeństwo Lublina, dlaczego osobom spacerującym z psami odebrano w centrum miasta jedyne miejsce do wypoczynków stosując odpowiedzialność zbiorową? Dlaczego miasto nie chce rozmawiać na ten temat, ustawiając zakaz jako swoją władczą decyzję, nie przyjmując do wiadomości, że istnieje grupa dosyć spora bo około 50 tys. właścicieli psów w mieście, którą wykluczono z miejsca wspólnego jakim jest park miejski?
Serdecznie zapraszam do obejrzenia;


Pytania Panoramy wideo klikamy link 

I jeszcze z dnia 26 marca byłem gościem Poranku z Panoramą, polecam.

Poranek z Panoramą klikamy link

sobota, 11 października 2014

Małpi Gaj w Lublinie - enklawa wolności


   Małpi Gaj w Lublinie - park w okolicach miasteczka uniwersyteckiego UMCS w Lublinie. Nie zmieniony od czasów, kiedy powstał. Posiada swoje plusy, posiada minusy. Dla mnie in plus zaliczam mu to, że mogę spacerować po nim z psem, w przeciwieństwie do Parku Saskiego, w którym zakazy namnożyły się jak grzyby po deszczu. 


   Problemem w studenckim parku jest jednak jego infrastruktura, a w zasadzie jej brak. Nie ma tu ławek - chyba, że skorzystacie z wirtualnych - jak ja na zdjęciu powyżej. Dziury w chodnikach, utrudniają spacery, niekiedy nawet natkniemy się na całkowity brak odcinka z powyrywanym asfaltem. Są też plusy. Brak tabliczek z zakazami, nakazami, otwarcie na człowieka - zachęca do nieskrępowanych spacerów, ale może wpływ na to ma atmosfera miasteczka uniwersyteckiego? 
  Ciepła połowa października, skłoniła mnie do spaceru, własnie po Małpim Gaju. Obserowanie parku, zmieniającego się wraz z porą roku, mieniącego słonecznymi kolorami, a jednocześnie możliwość pełnego wykorzystania jego uroków, pozwala zrelaksować się, odpocząć, wyciszyć.



   Ponad godzina w przyakademickim parku i nie chciałem z niego wychodzić. Miałem ochotę rozłożyć koc rzucić go na liście i po prostu tu być. To chyba zasługa ciepłej jesieni, która wpłynęła na mnie zdecydowanie pozytywnie.
   A co do parku? Zdecydowanie polecam, nie tylko aby przez niego przejść - chociaż taką obecnie ma niewdzięczną rolę, ale aby w nim na chwilę pozstać, poczuć go, odpocząć. Polecam, korzystajcie!




środa, 1 października 2014

Mural z psem w Lublinie i... Zakaz wprowadzania psów na tereny zielone!


     Mural przedstawiający chłopca z psem na smyczy pojawił się na ścianie kamienicy przy ul. Lubartowska 57 w Lublinie. Zdecydowanie ubarwił część miasta, która niestety do kolorowych nie należy. Jest nadzieja, że teraz to się zmieni. Właścicielka budynku, na którym został namalowany kocha psy, jest więc z niego szczególnie zadowolona. 
   Obraz jest dynamiczny, daje do myślenia no i... mamy psa w przestrzeni miejskiej, który okręcił smyczą swojego opiekuna w pogoni za kością! 
  Lublin dzięki takim pomysłom wyraźnie zyskuje. Murale miejskie to świetna inicjatywa, ten należy do tych lepszych. Autorami murala są: Przemysław Blejzyk i Mateusz Gapski.  




* * *

   Obok "chłopca z psem" zauważyłem inną "inicjatywę" zawieszoną przez właściela/zarządcę budynku przy ul. Lubartowskiej 55. Przybił tam tabliczkę o treści: "Zakaz wprowadzania psów na tereny zielone". 
   Ona również dała mi wiele do myślenia, jednak w całkiem odmienny sposób. Postanowiłem przypomnieć sobie gdzie na ulicy Lubartowskiej w Lublinie mogę znaleźć tereny zielone, których tabliczka dotyczy? 


    Czyżby chodziło o "ogryzek trawnika" obok tej kamienicy? Czy może dotyczy terenów zielonych w Lublinie w ogóle? 
    Dlaczego nie można wprowadzać psów na "tereny zielone"? Jaka kara może grozić za złamanie zakazu? Mandat, grzywna, a może więzienie?





czwartek, 18 września 2014

Formy dialogu z obywatelami na przykładzie Ogrodu Saskiego w Lublinie



    Ja wszystko fersztejen, ale nie fersztejen, dlaczego my, mieszkańcy Lublina pozwalamy się tak traktować. Park miejski nazywany Ogrodem Saskim, po "zrewitalizowaniu" stał się miejscem nie do życia, a pozostał obiektem służącym do snucia się w kapciach po wyznaczonych do tego alejkach. Aby zadęcie tego miejsca w pełni się urzeczywistniło zamieszkają w nim wkrótce pawie.
     
   Ale od początku. Od czasu powstania, Ogród Saski służył na zasadach ogólnych wszystkim gościom i mieszkańcom miasta. Po II wojnie światowej jego ranga w mieście wzrosła, co ściśle wiąże się z rozwojem Lublina, oraz ilością jego mieszkańców. Przed "rewitalizacją" w zimie korzystały z niego dzieci zjeżdżając na sankach i korzystając do woli ze skarp tam się znajdujących. Wszystkie alejki wyłożone asfaltem znakomicie nadawały się do jazdy na rolkach i na rowerach, a spacerujący nie brudzili obuwia grzęznąc w żwirze i błocie. Rowerzyści korzystali w parku z każdej ze ścieżek. To tu dzieci uczyły się jazdy na rowerze, tu również emeryci mogli pospacerować ze swoimi pieskami, a dzieci mogły się z psiakami wyszaleć biegając po skwerkach. Na placu zabaw korzystano ze zjeżdżalni, huśtawek, karuzeli oraz z piaskownicy.

     Jednak "złote" lata parku skończyły się po jego remoncie. Alejki pokryto grysem z piachem - stąd nie ma już mowy o jeździe na rolkach, czystych butach czy chodzeniu w "szpilkach". Skarpy obsadzono krzakami, w taki sposób aby dzieci w zimie nie mogły jeździć po nich na sankach. 
   Z dostępnych alejek wyznaczono tylko jedną trasę dla rowerów, tak aby rowerzyści mogli przez park przejechać jego obrzeżem, dzieciom w drodze wyjątku zezwolono jeździć wszędzie. 
   Co do placu zabaw to mogę śmiało stwierdzić, że praktycznie go nie ma - pozostała spora ogrodzona pusta przestrzeń z ustawionym jakimś wielokątem, który nie wiadomo do czego służy oraz huśtawka. 

   Abyśmy wiedzieli jak się zachowywać w tak szczególnym (dla nas?) miejscu, ustawiono tablicę z regulaminem, pod którym umieszczono znaki, które zakazują:

- rozpalania ognisk
- biwakowania
- używania fajerwerków
- spacerowania z psami
- jazdy samochodem, motocyklem, skuterem

Stopniowo przybywa również nowych pojawiających się w formie tabliczek:


   Zdjęcie powyżej "zakaz dokarmiania ptaków" dwie tabliczki przy wejściu do parku od strony al. Racławickich.
    Wokół fontanny w centralnej części, umieszczono trzy tablice (na zdjęciu jedna, po bokach jeszcze dwie) o treści "zakaz wchodzenia i zaśmiecania obiektu, prawo wodne, Wydział Gospodarki Komunalnej UM Lublin".


   Protesty właścicieli psów, którzy wcześniej chcieli się ułożyć z miastem, a dotyczące zakazu spacerowania z psami po parku - pomimo ich próśb o respektowanie ich praw - ostatecznie znalazły swój finał w Sądzie Administracyjnym, a sprawę nadal relacjonują media. Dlaczego władze miasta postanowiły pójść z mieszkańcami na udry, odmawiając rozmów i dialogu w tej sprawie? 

   A przecież można było dojść do porozumienia, wypracować kompromis, tak aby w Ogrodzie Saskim znalazło się miejsce do wypoczynku i zabawy dla każdego. 

    Natomiast "niezbędne zakazy" można było sformułować nieco inaczej, moje propozycje to:
- prosimy nie karmić ptaków
- prosimy nie wchodzić i nie zaśmiecać fontanny 
  
 I zaprosić wszystkich do korzystania z tej przestrzeni, tak jak się zaprasza miłych gości do siebie, może tak jak na zdjęciu poniżej. 


"Witamy na Polu Mokotowskim! Zachęcamy do wspólnego korzystania z uroków przyrody. Zachęcamy do organizowania wesołych pikników biesiad i grillowania na trawnikach oraz skwerach. Namawiamy do uprawiania sportu: jazdy na rowerach, rolkach, deskorolkach i gier zespołowych. Życzymy miłego pobytu! Zarząd Terenów Publicznych."

    Można do ludzi podchodzić gościnnie i z szacunkiem? 
     





czwartek, 4 września 2014

Pies w masce przeciwgazowej


  Znalazłem ciekawe graffiti, na ścianie budynku przy Al. Racławickich 18. Pies w masce przeciwgazowej, naturalnej wielkości, merdający ogonkiem, rysunek wykonany tuż przy samym chodniku. 
  Zastanawia mnie cóż autor miał na myśli? Z chęcią się tego dowiem, bo grafika mnie intryguje. Może napisze, ale każdy powinien zinterpretować ją tak jak sam czuje.
  Ja sądzę, że taki mamy dla psów w Lublinie klimat.
   
    

sobota, 26 lipca 2014

Pieskie życie w Lublinie


   Jakie życie mają psy w Lublinie, najlepiej się w tym temacie orientuję, współprowadząc z kolegą inicjatywę Lublin z Psem via Facebook. 
   Psy "budzą grozę"* rodzimych urzędników reprezentowanych przez dyrektor Ludwikę Stefańczyk z Wydziału Gospodarki Komunalnej oraz samego Prezydenta Krzysztofa Żuka. Robią kupy, szczekają i ogólnie nie jest z nimi dobrze, a żyć z nimi trzeba. Cóż zatem zrobić? Znaleziono rozwiązanie; zamknąć dla nich parki, ogrodzić trawniki, przegonić z miasta.
   Przypomina mi się, skecz MDM (Manna i Materny) "Czy bić dzieci?" Mann w nim mówi; bić. Materna - przecież to nie odnosi skutku wychowawczego, na co Mann odpowiada, że może i nie odnosi, ale jemu sprawia to taką satysfakcję...
   Podobnie jest z psami w Lublinie. Można im postawić pojemniki na nieczystości, zrobić wybiegi, aby nie były sfrustrowane. Wszystko to niewielkim kosztem. Można, ale większą satysfakcję sprawiają odwrotne działania. 
  Ten pies, którego zauważyłem w oknie na ulicy Zamojskiej w Lublinie, pewnie nie ma o tym zielonego pojęcia, pobiegał by, jednak nie bardzo ma gdzie. Nie bardzo, bo w Lublinie jako jedynym mieście wojewódzkim w Polsce wybiegów nie ma.
   Czy ten pies budzi Waszą niechęć i grozę? Wątpię. Pies jak pies. Pewnie stanowi większość tych normalnych w mieście. A te agresywne? Cóż - to ułamek, podobnie jak i ludzi, których psy odzwzierciedlają.
   W tym miejscu jest mi po prostu smutno i szczerze współczuję tym, którzy tak się uwzięli na te zwierzęta w moim mieście, bo ich problem stał się problemem miasta i nas wszystkich.  
-----
* Sformułowanie zaczerpnięte z pisma UM Lublin Dyrektor Ludwiki Stefańczyk, która określenia użyła, uzasadniając w nim, iż lublinianie boją się psów. Pismo do wglądu na stronie Lublin z Psem.

wtorek, 29 kwietnia 2014

W Lublinie drzewa rosną w poziomie


  Drzewo ze zdjęć, zasadzone zostało w ubiegłym roku na ulicy Jasnej w samym centrum miasta Lublina. Ktoś cofając samochodem, które tu często po chodnikach jeździć lubią, zahaczył o drzewo i tak od 24 kwietnia rozpoczęło ono swój wzrost w poziomie.
   Przekonany o tym, że straż miejska lub inne służby, zrobią z nieszczęsną ofiarą wypadku komunikacyjnego porządek - nie robiłem zdjęcia. Kolejny dzień, drzewko leży i tak mija już kilka dni.
Dlaczego o tym piszę i dlaczego sam tego nie zgłosiłem?
Powody są prozaiczne. 
  Otóż urzędnicy wydziału komunalnego miasta Lublina w osobie przewodniej dyrektor Ludwiki Stefańczuk stworzyli regulamin Ogrodu Saskiego, który nałożył na obywateli zakaz wchodzenia tam z psem na spacer. Jak wiemy ta rzekoma troska o świeżo posadzone drzewka, stała się pretekstem do zakazu spacerów z psami w przestrzeni miejskiej. Teraz doskonale widzimy, że samochody, kierowane przez nierozważnych kierowców niszczą coraz uboższą roślinność naszego miasta. Może zamknijmy więc centrum miasta dla aut - jednym pięknym zakazem?
    To usychające od tygodnia drzewko, z pewnością jest nieważne i nieistotne - bo nie rośnie w Saskim. 

piątek, 11 kwietnia 2014

Urząd Miasta Lublina puszcza do Saskiego Pawie

Louis de Funes - kadr z filmu "Skąpiec"

  Urząd Miasta Lublina zawarł umowę z firmą Garden Designers, która nie udzieli gwarancji na "trawniki niszczone przez czynnik ptasi i zwierzęcy". W związku z tym Pani Dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej Ludwika Stefańczyk poinformowała, że psy do Ogrodu Saskiego nie bedą miały wstępu, a Rada Miasta Lublin w ilości 19 radnych miejskich przy jednym głosie przeciwnym poparła Uchwałą Projekt takiego Regulaminu. Gratulujemy sobie radnych.
  Idźmy dalej. Miasto robi rzecz kuriozalną, którą z dumą obwieszcza wszem i wobec: puści do Ogrodu pawie (paw to ptak - przypomn. autora).
  Legendarne powiedzenie: "jak wszystkich (nie wpuszczać) to wszystkich" tu nie zostało zastosowane. 
   Tym samym sankcjonuje się rzecz niesłychana; ptaki (wbrew zapisowi gwarancji) mogą zamieszkać w parku, robić kupy gdzie popadnie, łazić - z pewnością nie po alejkach i grzebać pazurami po nasadzeniach. Psy natomiast przebywające na spacerze, na smyczy z odpowiedzialnymi właścicielami którzy będą po nich sprzatać - nie. 
  Na koniec - "mała" niespodzianka, szczególnie dla mieszkających blisko parku. Włączcie sobie głośniki na maksimum i odtwórzcie filmik. Tak, pawie drą się niemiłosiernie, szczególnie nocą. Trudno to nazwać śpiewem.
  

 Pozostaje pytanie: dlaczego właściciele psiaków w Lublinie są dyskryminowani?


   Swoją drogą to dziwne. Wydaje się, że im wyższe stanowisko, tym osoba je zajmująca powinna cechować się większą pokorą i zrozumieniem dla mieszkańców. Tymczasem w Lublinie, władztwo osiąga autorytarne szczyty i nie ma nic wspólnego z dialogiem społecznym. Symbolem tego są pawie, które zapewne w przyszłości zastąpią lubelskiego koziołka w herbie miasta. 

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Uchwała Rady Miasta ws. Regulaminu Ogrodu Saskiego przebrana w szaty prawa


   Zapraszam na spotkanie, które odbędzie się w dniu 10 kwietnia 2014r. w Lublinie. Organizuje je społeczność Facebookowa "Lublin z Psem", której jestem współzałożycielem. Będziemy zbierać podpisy przeciwko Uchwalonemu Regulaminowi Rady Miasta Lublin, a dokładnie paragrafowi 5, mówiącemu, że "Na teren ogrodu nie można wprowadzać psów za wyjątkiem psów przewodników".
   W tym miejscu zauważam, że Uchwała Rady Miasta jest sprzeczna z Art 32 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej w treści: 1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. 2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.
   Tymczasem Uchwała Rady Miasta Lublina z dnia 4 kwietnia 2014 roku poz. 1444 nr. 1017/XXXIX/2014 ewidentnie ubrała się w szaty prawa, które do niej nie należą.
   Z tego powodu już w czwartek zbieramy się, aby zaprotestować i złożyć swój podpis, który ma olbrzymie znaczenie!
Zapraszamy nie tylko właścicieli psów! Natomiast jeżeli macie psa - zabierzcie go ze sobą!

wtorek, 18 marca 2014

Lublin z Psem - dołącz na Facebooku !

  
 Pod nazwą "Lublin z Psem" na Facebooku możecie się dołączyć do społeczności właścicieli psów z Lublina, kochających zarówno swoje psy jak i kochających miasto.
  Jak uniknąć dyskryminacji spacerujących z psami w przestrzeni miejskiej? Gdzie na spacer z psem? Czy są "azorki" na psie nieczystości? Dlaczego nie można wychodzić z psem na trawnik? Jak miasto traktuje psa mieszkańca?
   Takich pytań będziemy stawiać więcej i będziemy poszukiwać na nie odpowiedzi. 

  I obecnie Top Temat - regulamin Ogrodu Saskiego i dyskrymiancja grupy spacerujących z psami - wraz z paragrafem 5 i zakazem wstępu z psem. Będziemy nieustępliwi do wyczerpania kroków prawnych. Po wstępnych konsultacjach z prawnikami wiemy już, że temat jest do wygrania. 

Polecam stronę Lublin z Psem  dołączcie do nas na Facebooku! Zmieńmy ludzką mentalność, zmieńmy na lepsze nasze miasto!