Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą judaika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą judaika. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 grudnia 2015

Krasnal w lubelskiej bramie i coś jeszcze


  Wejścia w bramę kamienicy przy ul Sądowej strzeże krasnal. Dawniej, jak i dziś pilnuje aby nie została uszkodzona przez wjeżdżający w nią wóz (a dzisiaj samochód). 
   Rzeźb takich w Lublinie jest niewiele, jeżeli już - częściej widywałem postacie kamienne. 


    Schody pożydowskiej kamienicy Lubartowska 27/29. Interesujące słupek, rzeźbiony w formie pnia drzewa, niestety z biegiem lat, został zniszczony. Pomimo tego, przetrwał dłużej niż wymienione już stopnie.  

wtorek, 27 października 2015

Brama Zasrana w Lublinie i październikowa mgła na podzamczu


    Historia Bramy Zasranej w Lublinie kończy się w momencie likwidacji Dzielnicy Żydowskiej przez Niemców w czasie II wś. Brama odgradzała ulicę Szeroką od ulicy Podzamcze, nad nią przebiegała ulica Zamkowa. Skąd wzięła się taka nazwa bramy, możemy się domyślać. Obecnie zapomnianą funkcję bramy spełnia te oto przejście, również pod uliczką Zamkową, a w nim znajdziemy... szalet miejski!*
    Nie przeszkodziło mi to jednak w zrobieniu zdjęcia, nieco niepokojącgo. Cóż, październikowa mgła na zamkowym wzgórzu, trochę w tym pomogła.


*Jednocześnie wyjaśniam - przywołany słusznym komentarzem Pana Darka Prażmo - iż Brama Zasrana nie znajdowała się w tym miejscu - to fakt, a ulica Zamkowa miała inny bieg niż ta, obecna! 

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Ulica Probostwo 25 w Lublinie


   Dom nie ujęty w spisie zabytków, murowany znajdujący się na ulicy Probostwo w Lublinie. Dwie klatki schodowe, wewnątrz kilka mieszkań. Fasada z jednej strony otynkowana, pozostałe zdobi ceglany mur, w niektórych miejscach już popękany. 
   Budynek wepchnięty jest pomiędzy nie nowe już bloki mieszkalne, a raczej sprawiający wrażenie iż to bloki, otoczyły go z dwóch stron tworząc jedyną w swoim rodzaju ułomną architektonicznie kompozycję. Przed jego frontem, znajdziemy dwie ławeczki, trawnik, coś na miarę ogródka, który ktoś postanowił ożywić.
   Ulica Probostwo w Lublinie, jest ulicą ciekawą, z pewnością wartą zauważenia, polecam wejście w bramy tamtejszych kamienic, przyjrzenie się im z bliższej perspektywy. Przed II wojną światową uliczka stanowiła granicę dzielnicy żydowskiej w Lublinie, dziś w centrum miasta, a pozostając na jego uboczu. Nic nie zakreśla, do nikąd nie prowadzi, niezwykła.

wtorek, 7 października 2014

Tak zaciera się ślad historii - Cyrulicza 4 w Lublinie i niszczejący napis Składu Manufaktury Szlomo Rajza



   25 marca 2014r. Gazeta Wyborcza wydała artykuł o przedwojennym napisie w języku jidysz odnalezionym przypadkiem w bramie kamienicy przy ulicy Cyruliczej 4. Temat podchwyciła niemal cała prasa w mieście. Dodatkowo zastępca Prezydenta Miasta Lublina Katarzyna Mieczkowska - Czerniak oświadczyła - cytuję tu za Wyborczą: "Postaramy się podjąć działania konserwatorskie". Jak widzimy - zdjęcia zrobiłem 7 października 2014. - nic z tych "starań" do tej pory nie wyszło bo napis pozostał niezabezpieczony i niszczeje.  
   Jest on o tyle ważny, że unikalny i wyjątkowy, stanowiący świadectwo obecności ludzi, którzy tu żyli i których już nie ma. Nie ma bo zostali wymordowani przez hitlerowców podczas II wojny światowej.
    Wróćmy jednak do samego napisu. Według ustaleń Teatru NN reklamował "Skład Manufaktury" należący do Szlomo Rajza. I tu historia losów właściciela i rodziny, różni się. Jedna z wersji mówi, że zginął wraz z bliskimi w komorze gazowej w obozie w Bełżcu wiosną 1942r. Druga natomiast, że wspólnie z rodziną uciekł do Warszawy i ukrywał się w domu na Żoliborzu i w maju roku 1943 z grupą innych osób został na jego podwórzu rozstrzelany. 
      Teraz przez przypadek wraz z odsłoniętym napisem przypomnieliśmy sobie, że żył tu Szlomo z rodziną. Miał sklep z tkaninami i artykułami krawieckimi. Prywatnie zaś, był teściem Anny Langfus urodzonej w Lublinie pisarki, nagrodzonej najważniejszą francuską nagrodą literacką Prix Goncourt. Jedyny zaś fizyczny ślad jego bytności w Lublinie ściera się na naszych oczach w pył.

środa, 23 lipca 2014

Na Ewangelickiej w Lublinie - lew z baranimi rogami


   Ileż to razy obok niego przechodziłem, ileż to razy nie zwróciłem na niego swojej uwagi. Jest, a jakby go nie było, a jednak w końcu przykuł moją uwagę. Wreszcie. Spoglądał na mnie swoimi kamiennymi oczami, lew z kamienicy przy ul. Ewangelickiej 8, jeden z dwóch zdobiących fasadę przy wejściu. 
   Czas zbyt łaskawie się z nim nie obszedł, płaskorzeźba powoli rozmywa się, jak miraż na pustyni, a szkoda bo lwa z baranimi rogami w Lublinie jeszcze nie widziałem. W zasadzie nigdzie nie widziałem.
   Co oznacza ta symbolika? Czy przenikają się w niej wpływy kultury żydowskiej czy może chrześcijańskiej? Może jednej i drugiej?

niedziela, 13 lipca 2014

Zapomniany żydowski pomnik przedmieścia Wieniawa w Lublinie


   Idąc ulicą Leszczyńskiego w górę, po prawej stronie, miniecie stadion Lublinianka. Jeszcze wcześniej przed nim stoi stacja paliw. To stamtąd patrząc w kierunku betonowego ogrodzenia stadionu zobaczycie w nim przerwę. Wspinając się stromą ścieżką pod górę znajdziemy się na wzniesieniu, gdzie przed wojną znajdowało się miasteczko - Przemieście Wieniawa. Całość dzielnicy Wieniawa mieściła się w obecnych granicach; północna rzeczka Czechówka, zachodnia i południowa ulica Leszczyńskiego i ulica Długosza. Jako, że ulica Leszczyńskiego jest czynna i zabudowana możemy wyobrazić sobie stojącą tu dawniej zabudowę. Górka nad dzielnicą jest słabo dostępna, bez zabudowy i nieznana. Można wręcz rzec, że nie ma tu czego szukać. Ale czy na pewno? 


    Na wzgórzu tym stoi tablica upamiętniająca miasteczko - w mieście; jego początek i koniec. Tu również znajdował się żydowski cmentarz, którego śladów dziś próżno szukać. Z opowiadań mojej rodziny wiem, że gdy budowano stadion Lublinianka, natykano się na kości tu pochowanych. To tu stała bożnica, która jeszcze na długo przed definitywnym kresem swojego istnienia, popadała w ruinę. Dziś po dzielnicy, w której mieszkała żydowska biedota nic nie pozostało. Co ciekawe, podatki były tu niskie, dlatego możni Żydzi mogli się tu meldować, faktycznie mieszkając w innej części miasta. Stąd pochodził sławny Widzący z Lublina - Jakub Icchak Horowitz. Odbywały się tu żydowskie handelki, jarmarki. Jak można sobie wyobrazić pewnością kolorytu tu nie brakowało!
   Dziś nad tymi co odeszli ustawiono skromną, ale górująca nad Wieniawą tablicę będącą niemym wykrzyknikiem ku pamięci tej niezwykłej dzielnicy gwaru, życia i handlu.  

piątek, 11 października 2013

Panorama - donżon, Zamek Lubelski

kliknij obrazek aby powiększyć                                                                          

     Korzystając z pięknej pogody - wybrałem się na Zamek w Lublinie i wszedłem na (od niedawna obowiązkowy element wycieczek) lubelski donżon. Polecam go często turystom, którzy odwiedzają Lublin. Stanowi ciekawą alternatywę dla Wieży Trynitarskiej, a właśnie z tej perspektywy jesteśmy bliżej miasta, które stało się jeszcze przed wiekami tygielkiem różnych kultur.
     I tak, z powyższej perspektywy widzimy od lewej; część Starego Miasta, Kościół św. Mikołaja na Czwartków - jedną z najstarszych w Lublinie budowli sakralnych, Cerkiew Prawosławną - Katedrę Przemienienia Pańskiego na ul. Ruskiej, Cmentarz Żydowski - Kirkut - charakterystyczne wzgórze, z daleka bardziej przypominające niewielki park. Na pierwszy plan jednak rzuca się w oczy największy i najbrzydszy element tej części krajobrazu - dworzec PKS Lublin, oraz blaszane budy sąsiadującego z nim bazaru. Każdy, kto przyjedzie busem lub PKSem jest "pod wrażeniem" socrealistycznej brzydoty tego miejsca. Wiele osób, które trafiły do Lublina właśnie w taki sposób twierdzi, że Lublin to miasto, w którym zakochują się od drugiego wejrzenia. Pierwszym wejrzeniem jest właśnie dworzec, z którego najlepiej unikać i korzystać w wypadku ekstremalnej konieczności. 
     Kolejnym, powstającym elementem panoramy wieży jest budowana (która to już?) handlowa galeria w Lublinie. Zajęła miejsce części ogródków działkowych, a jeszcze wcześniej istniejącego tam Wielkiego Stawu Królewskiego, o którym jeszcze napiszę. Podczas budowy okazało się, że z tego właśnie miejsca wybija woda i pewnie wybijać będzie, tymczasem zalewają to betonem.

kliknij obrazek aby powiększyć                                                                          

  Polecam również wejście na Wieżę Trynitarską, z której widok jest niezwykły, jednak pozostawimy go sobie na kolejny raz. Video z Trynitarskiej, dla zainteresowanych zamieszczone jest na www.oLublinie.pl, polecam skorzystać z wyszukiwarki strony.

    

wtorek, 1 października 2013

Zapomnij o teatrze


     Lublin zawsze mnie inspirował. Jego renesansowe budowle, tygielek kultur, które w nim się skupiają, niezwykła i ciekawa historia, otoczona barwnymi legendami. W tym wszystkim ludzie grzeszni i święci, niepospolici, diabły i anioły - kiedyś i dziś - dodatkowo zabarwia historię naszego miasta. Przy tym wszystkim położenie Koziego Grodu - takie w sam raz. Jego wielkość - odpowiednia by nadać mu znaczenia miasta wojewódzkiego, a przy tym odpowiednia aby znaleźć ciszę, lub odizolować się od zgiełku. 
      Trochę już o nim popisałem, dokładnie jak to było w założeniu bloga - z mojej subiektywnej perspektywy. Perspektywy przechodnia, mieszkańca. Oprócz miejsc znanych nadal będę odnajdywał zakamarki, do których zazwyczaj nie zaglądamy. Taki właśnie Lublin, nieco obdrapany, schowany, posiada swój szczególny koloryt. Nikt go na siłę nie upiększa, dzięki temu staje się autentyczny. Ktoś mi napisał niedawno, że niepotrzebnie zachwycam się niszczejącą kamienicą, ja natomiast myślę, że było by coś ze mną nie tak, gdybym zachwycał się handlową galerią. Ale ni o tym dzisiaj.

      W Lublinie na nowo odżyło Centrum Kultury. Odrestaurowany i przebudowany budynek zrobił na mnie spore wrażenie. Trochę się tego przestraszyłem, bo za chwilę pomyślałem sobie, że to co znajdę w tym pięknym opakowaniu może mnie faktycznie rozczarować. I pomyliłem się. Okazało się, że "nowa" siedziba Centrum oddała artystom zupełnie nowe i niezwykłe możliwości, a może to oni przekazali jej swoje? Tak czy inaczej jestem w Centrum, jestem dzięki nim właśnie. Obserwuję. Notuję. Zapisuję. Publikuję. Wiele materiału znajdziecie na oLublinie.pl, część obejrzycie na You Tube. 
     Zainspirowałem się. Okazało się, że i teraz i dziś może powstać magiczne miejsce w mieście, miejsce, które tworzą magiczni ludzie, a przewrotne "zapomnij o teatrze" będzie tętniło jak krew w żyłach naszego miasta. 
     Prawdziwie i bez kokieterii.

czwartek, 21 lutego 2013

Lubelska Wieża Ciśnień na Placu Bernardyńskim



     Budowa lubelskiego wodociągu rozpoczęła się właśnie od niej - w roku 1897. Miasto zdecydowało się na doprowadzenie rurociągami wody w mieście z uwagi na panujący naganny stan sanitarny, który powodował powstawanie chorób epidemicznych. Umowę na budowę wodociągu podpisano z żydowskim inżynierem Adolfem Weisblatem, który pobudował nowy wodociąg, złożony z trzech artezyjskich studni, dwóch pomp wodnych z kotłami parowymi, budynku maszynowni, wieży ciśnień oraz 8,5 kilometrów sieci wodociągowej. Dopiero w roku 1929 mocą Wyroku Sądu miasto przejęło wodociąg płacąc właścicielowi odszkodowanie. 
   Firma "Ulen and Company" podjęła się przebudowy w/w wodociągu w latach 1924 - 1929 budując nowoczesną wieżę ciśnień przy Al. Racławickich oraz rozszerzając sieć wodociągów do 36, 5 km. Wieża ciśnień na Placu Bernardyńskim, zaczęła tracić na znaczeniu i stopniowo popadła w ruinę. W wyniku działań wojennych została znacznie uszkodzona, a jej restauracja okazała się bezcelowa - z tego powodu w latach 1945 - 1946 została rozebrana.
    Adolf Weisblat, podczas II wojny światowej, wywieziony został przez nazistów z getta warszawskiego w nieznanym kierunku i ślad po nim zaginął. 
     Dziś na Placu Wolności stoi niewielka fontanna formą nawiązująca do istniejącej tu przed II wojną wieży ciśnień. Z pewnością można było by przy niej usiąść i odpocząć, jednak latem miejsce to jest mało urzekające; zazwyczaj nagrzane i nasłonecznione. Dodatkowo obok przebiega ruchliwa ulica miejska, a stado gołębi, zawłaszczyło ją sobie na poidło dosyć skutecznie.
     Wieża ciśnień jako dosyć charakterystyczny punkt miasta była wielokrotnie uwieczniana na fotografiach i ilustracjach, w internecie znajdziecie jej wiele ciekawych zdjęć. Nie wszyscy też wiedzą, że z wieżą tą łączone były studnie miejskie -  w tym istniejąca jeszcze przy obecnym dworcu PKSie - niedaleko ul. Ruskiej, a omawiana już na blogu i stronie olublinie.pl.

Więcej zobaczycie i przeczytacie TU olublinie.pl

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Zdjęcia na Ku Farze w Lublinie



     Ku Farze to jedna z bardziej cenionych przez fotografów ślubnych uliczek w Lublinie. Wąska i prowadząca z Placu Rybnego na ulicę Grodzką jest niezwykle klimatyczna. Z dwóch stron osłonięta kamienicami w formie nazbyt wysokiego korytarza, wybrukowana w części "kocim łbem", na którym trudno pewnie postawić stopę. 
     Od niedawna oglądać ją możemy w ciekawej aranżacji. Jej mur wypełniono plakatowymi zdjęciami zawieszonymi tak wysoko, że aby im się lepiej przyjrzeć musimy wejść na sąsiednie podwórze. Ale i wtedy trudno jest ogarnąć zamieszczoną całość. Z perspektywy samej uliczki, gdy spojrzymy w górę, przytłaczają nas spoglądając z wysoka. 

     Podobnych "aranżacji" w Lublinie znajdziemy kilka, najczęściej wypełniają one okna zamkniętych kamienic, budowli. Ku Farze jest jednak uliczką wyjątkową, a zaprezentowane cztery zwykłe - niezwykłe postacie przyciągają uwagę przechodniów. 

   

wtorek, 18 grudnia 2012

Ocalić od zapomnienia. Zdrój przy ul. Cyruliczej 2



  
     Ileż takich niezwykłości kryje się w naszym mieście? Z pewnością wiele, jednak czas działa na niekorzyść wielu z nich. Zdarza się nam przechodzić obok i nie zwracać na nie uwagi. Wydaje się, że są to drobnostki, elementy architektoniczne, drobiazgi niekiedy całkiem zwyczajne, codzienne, mało interesujące. Tymczasem ja wokół nich słyszę głosy minionych lat, ludzi którzy obok nich żyli, gromadzili się. Tu przy tej studzience, lub jak kto woli zdroju w podwórzu ul. Cyruliczej jeszcze przed wojną czerpano wodę w wiadra. Z pewnością większość korzystających z niej mieszkańców to byli Żydzi, sąsiedzi których już nie ma. Po wojnie, zdrój nadal funkcjonował, aż pewnego dnia umilkł. Obecne czasy to już etap jego stopniowej degeneracji, niszczenia. 
    Proponuję odwiedzić go póki jeszcze tam jest, najlepiej z aparatem. Wejście w bramie przy ul Cyruliczej 2.

wtorek, 23 października 2012

Nie ma Boga, więc kto jest?


     W Lublinie nie ma Boga! Tak, nie ma bo pisano o tym niedawno na billboardach, a wiele z pism lokalnych już z wyprzedzeniem poprowadziło kampanię w tym temacie, gdzie i kiedy plakaty zostaną umieszczone o takiej treści. 
    Aby podkreślić swoją frustrację w tym temacie, zdewastowano jeden z ołtarzy na ulicy Filaretów w Lublinie. Interesujące przy tym stało się to, że obok napisu "no God" umieszczono krzyż św. Piotra nazywany krzyżem satanistycznym. Więc nie ma Boga, ale ktoś lub coś - obok istnieje?
     Tak czy inaczej. Zawsze z ciekawością i szacunkiem odnosiłem się do osób niewierzących. Mi samemu trudno było by nie wierzyć, z pewnością dlatego wierzę. W rodzinie natomiast nauczono mnie szacunku do innego człowieka i szacunku do innych wyznań. Ich wspólne przebywanie w zgodzie obok siebie daje wspaniałe poczucie wspólnoty, jednolitej bo bogatej w różnorodności. Gdy jestem na Podlasiu obok kościołów stoją cerkwie, ludzie idą wspólnie do świątyń dyskutując, a po drodze rozdzielają się. Księża katoliccy wspólnie z prawosławnymi spotykają się w święta religijne, goszczą u siebie w domach. Protestanci i katolicy od dawna już prowadzą publiczne dysputy teologiczne łącząc się we wspólnej miłości do Boga. Zrozumienie i poczucie przynależności do wspólnego drzewa staje się przyczynkiem do porozumienia pomiędzy Chrześcijanami i Żydami. Będąc w tym roku w Turcji - kraju w pełni muzułmańskim, nikt nie obraził moich uczuć religijnych, nie zwrócono uwagi na krzyżyk na piersi, a wszyscy odnosili się do siebie z wzajemną sympatią i szacunkiem. Również wśród znajomych ateistów, nikt nie obraził moich uczuć religijnych, a ja nigdy nie szydziłem z ich niewiary.
     Tym bardziej trudno odnieść mi się do czegoś takiego jak na zdjęciu powyżej. Być może to wynik frustracji chuligańskiej, a jednocześnie symbol naszych czasów. 
       Ktoś powiedział, że głupota nie boli. Tu jednak ból, aż krzyczy, zadziwiające że tylko jednym wykrzyknikiem, za to po angielsku.

poniedziałek, 21 maja 2012

Latarnia Pamięci na dawnej ul. Krawieckiej (Podwale) w Lublinie


       Temat został już poruszony w komentarzach post niżej przez Michała (Kopacz), na temat Latarni Pamięci - cóż pomyślałem - warto na jej temat napisać!
       Latarnia Pamięci została zaświecona w roku 2004 z inicjatywy Brama Grodzka Teatr NN na miejscu świata, którego nie ma. Sama latarnia jest obiektem zabytkowym i jest jedną z ocalałych przedwojennych ulicznych latarni z Lublina. Jej lokalizacja przed wojną odpowiadała  zbiegowi ulic Podwale i ulicy Krawieckiej kończącej się dawniej za lubelskim zamkiem. 
        Latarnia świeci 24 godziny niczym wieczne światełko na dobę upamiętniając nieistniejącą dzielnicę i ludzi, którzy tu mieszkali.
        Natomiast nadal zdarza się mieszkańcom Lublina, nieświadomym celu jej istnienia zgłaszać awarię latarni miejskiej przy ulicy Podwale, która przecież w dzień świeci...

czwartek, 6 października 2011

Stary cmentarz żydowski w Lublinie - Grodzisko w Lublinie cz.2


       Róg ulicy Siennej i Floriańskiej. Mur otaczający kirkut, niedawno zniszczony, byle jak naprawiony, ale jak to u nas bywa; prowizorka najlepiej się trzyma. 


     
        Grupa macew, w tle na drugim zdjęciu widoczne wielkopłytowe osiedle bloków mieszkalnych.



       Na zdjęciu lej po bombie z II wojny światowej, w tle panorama Starego Miasta. Takich śladów nigdzie indziej w mieście nie spotkałem, tutaj jest ich więcej.


       I zdjęcie, które musiałem zamieścić. Otóż na długo wcześniej zanim zadecydowano, że teren ten należeć będzie do żydowskiego cmentarza, w miejscu tym znajdował się gród obronny. Jego opuszczenie związało się z nową lokalizacją - właśnie stąd widoczną. Jak się okazało, zaważyła ona na dalszym rozwoju, przyszłości i kształcie naszego miasta. 
     Dziękuję Tomkowi muchomorowe szamanie, który zainteresował mnie tym miejscem, i bez którego pomocy nie osiągnął bym grodowego wzgórza.

środa, 5 października 2011

Stary cmentarz żydowski w Lublinie - Grodzisko w Lublinie cz.1

   
           Wejście na stary cmentarz żydowski w Lublinie. Cóż mogę powiedzieć, zazwyczaj zamknięty, a dziś szczęście się uśmiechnęło, po części za sprawą opiekujących się tym miejscem, którzy otworzyli furtę.
          Potraktujcie materiał jako relację, a w zasadzie jej małą część z wędrówki w miejsce, które znajduje się obok nas, a o którym wiemy tak niewiele.



       Powyżej na zdjęciach Ohel Widzącego z Lublina - cadyka Jakuba Horowitza.


       Odwiedzając cmentarz mijamy macewy, zniszczone, wtopione w ziemię, kamienie stanowiące jedyną i wyłączną relację o tych, którzy tu kiedyś byli.



       Powyższe dwa zdjęcia są niesamowite. Drzewo obejmuje macewę, wygląda zupełnie jak człowiek, który wziął ją, jak książkę w dłonie.


     Ostatnie zdjęcie tej części, zrobione zostało z terenu Grodziska, cmentarza. Dla ułatwienia podaję - poniżej znajduje się ulica Solidarności, przeplatana ruchem tysięcy samochodów z nieodłącznym jej hałasem - tu zaś panuje zupełna cisza, czas się zatrzymał. Stąd też roztacza się doskonały widok na zamkowe wzgórze.
             Tu spotyka się przeszłość i teraźniejszość, jak widać mogą współistnieć razem. 
           
            Z uwagi na rozległy materiał będę umieszczał zdjęcia w częściach wraz z krótkim opisem.

C.D. N

poniedziałek, 4 lipca 2011

Na żydowskim


Poszedłem na żydowski cmentarz, z ciekawości.

Zobaczyłem miejsce-plac, bez nagrobków.
Podczas kilkuminutowego spaceru zauważyłem mieszkańców okolicznych bloków wyprowadzających tam psy. Przypomniał mi się cmentarny skwerek obok Kościoła Ewangelickiego, gdzie miały miejsce podobne sytuacje do czasu jego całkowitego odgrodzenia. Wiem, że zachowania takie nie wynikają ze złej woli ludzi ale są przejawem ignorancji połączonej z udawaną niewiedzą. To niczego nie usprawiedliwia.

Kolejna, wydzielona i dozorowana część cmentarza to zupełnie inny świat.


Znajdują się na niej macewy, które chciałem zobaczyć, ich resztki oparte są o ogrodzenie lub wyrastają w kawałkach z ziemi. Stanowią resztki cmentarza zniszczonego podczas II wojny światowej przez nazistów.


Kamienne gruzy kultury, małego świata, który nie istnieje, którego tu już nie ma. Kamień z nich posłużył do wykonania dróg, ogrodzeń powojennego Lublina, jego część prawdopodobnie znalazła się na cmentarnym placu na Majdanku.

Przy ostatnich trzech mogiłach zrobiło mi się nieswojo. Oto napisy świadczące o mającej tu miejsce tragedii, która dotknęła całe rodziny. Mówią one jeszcze o tych co przeżyli o tych co pamiętają. Faktycznie z ich świadectwa nie była to wojna, a planowe wyniszczenie.

Zdjęć zrobiłem znacznie więcej. Doszedłem jednak do wniosku, że nie ma sensu ich wszystkich tu publikować. Zachęcam Was do osobistego odwiedzenia cmentarza na Kalinowszczyźnie przy ulicy Walecznych w Lublinie, zobaczycie z pewnością znacznie więcej. Opiekujący się nim Pan Andrzej poinformował mnie, iż leżą tu prochy 52 tysięcy osób. Nie wiem czy tak jest na pewno. Postanowiłem jednak, iż nie będę szperał po necie w poszukiwaniu informacji na ten temat, nie będę licytował istnień.
Cmentarz żydowski jest zupełnie inny niż pozostałe cmentarze w Lublinie. Tu zamyślamy się nad miejscem, którego nie ma, a którego obecność jest wyczuwalna.
Moje pierwotne założenia odnośnie jego odwiedzin zostały całkowicie zmienione; poszedłem tam mając w głowie macewy stare jak świat, a spojrzałem w oczy ludzi w masowych grobach, z masowych egzekucji z historii nieodległej, historii nieopodal. Wszystko w jednej chwili stało się milczeniem.

Informacja dla zwiedzających.
Zamieńcie dwa słowa z opiekującymi się cmentarzem, warto.

sobota, 25 czerwca 2011

Ten dziwny napis...

Na kamienicy stojącej tylną stroną do ulicy Jasnej a frontem do Ewangelickiej niedawno pojawił się niezrozumiały napis. I tak poproszono abym wrzucił zdjęcie na bloga. Przed tym chciałem się jednak dowiedzieć co tam pisze i czy w ogóle coś pisze. Zaprzyjaźniona osoba po obejrzeniu zdjęcia stwierdziła, że nie jest to tekst hebrajski a jidisz, stąd próba tłumaczenia spełzła na niczym.


I nagle okazało się, że tuż obok istnieje niewielki napis. Sfotografowałem więc go bliżej...


...i wszystko stało się wówczas jasne.

Zobaczyłem znaną mi piosenkę w nieznanej wersji;

Gdzie jest ta uliczka?
Gdzie jest ten dom?
Gdzie jest ta dziewczyna?
Com kochał ją?

Oto uliczka.
Oto jest dom.
Oto jest dziewczyna,
Com pokochał ją.

Gdzie jest ta rzeczka?
Gdzie jest ten młyn?
Gdzie jest ta wioska,
Ot i bożnica jest.

Nie ma uliczki już.
Nie ma domu też.
Nie ma dziewczyny
Com pokochał ją.

       Napis powstał w ramach Festiwalu Open City (od 22.06.2011r.), jego autorem jest Mariusz Tarkawian (artysta z Lublina). Autor swoją pracą chciał zwrócić uwagę mieszkańców miasta na tragedię Żydów Polskich - zapomnianych sąsiadów. Czy mu to się udało? Oceńcie sami.