Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulturalia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulturalia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 września 2017

Ormiański krzyż kamienny w Lublinie


   Chaczkar stanął w Lublinie przy kościele rektoralnym, ul. Gabriela Narutowicza 6 w Lublinie, na skwerze przy Szkole Podstawowej Sióstr Urszulanek. Jest darem Armenii i Ormian dla społeczności Lublina, z okazji 700 nadania praw miejskich. W tym roku obchodzimy również 650 rocznicę osadnictwa Ormiańskiego w Polsce, tak więc okazja ku temu była podwójna. 
   Krzyż został wykonany z czerwonego kamienia (tufu?) i choć nie znajduje się w eksponowanej części miasta, zapewne z czasem stanie się jego charakterystycznym elementem.


   Na dole znajduje się inskrypcja o tym, że jest darem ambasadora Armenii Edgara Chazaryana. Dziękujemy!

wtorek, 13 czerwca 2017

Plac Litewski w Lublinie po przebudowie.


    Trochę poczekaliśmy na zakończenie remontu Placu Litewskiego, ale już jest, a w dniu dzisiejszym tj. 13 czerwca 2017 roku, otworzono go. Lublinianie mogli obejrzeć zmiany, które tu nastąpiły. A pierwszą i najbardziej rzucającą się w oczy jest fontanna, której możliwości lasero - wodno - muzyczne mają być prezentowane w zapowiadanych pokazach kilka razy w roku. Pierwszy zapowiedziano na dzień 15 czerwca br na godz. 21.30.


    Plusem fontanny jest to, że można wchodzić w jej pewien obręb, jednak jak zwracała uwagę zatrudniona do ochrony obiektu ochrona, nie można podchodzić bliżej do fontanny jak na dwa metry. Moja propozycja, to wymalowanie żółtej linii, nie wyobrażam sobie, aby do tłumu ludzi pan ochroniarz każdorazowo krzyczał, że bliżej podchodzić nie można.



    Zmieniła się perspektywa, z której oglądamy budynek Poczty Polskiej.


   Ławki są eleganckie i ładne, oraz wygodne. Wybrano dobry kolor, który prawidłowo koresponduje z resztą placu. Mam nadzieję, że kolor i cała reszta przeżyje naszą aurę, gdyż demontowane chyba nie są.


   Trudno o tym nie wspomnieć. Jedna z największych pomyłek odremontowanego placu. Nie można po nim jeździć rowerem! Szok i niedowierzanie, ale to prawda.


   Tym bardziej jest to niezwykłe, biorąc pod uwagę zamontowane na placu stojaki rowerowe. Do chwili obecnej nie wiem, czy rower do nich należy prowadzić (czy można?) czy należy go przenieść. Zapewne praktyka pokaże.


Ładna i estetyczna alejka z drzewkami obok Hotelu Europa.


Drewniana podłoga na części placu w jakim celu? Być może organizowane będą tu potańcówki?


Pomnik Marszałka Piłsudskiego i odrestaurowana płyta Nieznanego Żołnierza. Obok znajdują się metalowo szklane tablice, jednak wykadrowałem je, ich omówieniem zajmę się w późniejszym terminie.


    Miejsce po wyciętej Topoli Czarnej, popularnym Baobabie. I teraz szczęście w nieszczęciu. Otóż dzisiaj usłyszałem, ze w tym miejscu posadzona zostanie Topola Czarna! Akurat z tego bardzo się cieszę, gdyż będzie to nawiązanie do poprzedniego drzewa, które tu zasadzono w czasie gdy Lublin znajdował się pod zaborami. Z inicjatywy (prawdopodobnie) architekta Bieczyńskiego symbolizowała opór i żałobę przeciw okupacji radzieckiej i cerkwi, która jej symbolem była i tu stała. Nawiązanie historyczne i ciągłość gatunkowa drzewa jest tu moim zdaniem pożądana. Rozumiem, że dąb byłby drzewem trwalszym i być może bardziej reprezentatywnym, jednak ostateczny wybór dla mnie to plus.


   To czego nie mogę odżałować. Litewski jest pozbawiony w większej części drzew. Będzie nam tu gorąco jak na patelni latem, niestety, a w deszczu nie bardzo jest gdzie się schronić.


Koziołki na placu zabaw dla dzieci? Świetny pomysł, szkoda, że podłoże to gumowe wycieraczki na Placu o koszcie przebudowy prawie 70 milionów złotych!


Fontanienki do zabawy dla dzieci i dorosłych - dobry pomysł.


Z tej perspektywy Plac Litewski to autostrada. Niektórym przeszkadzają latarnie całkowicie bez wyrazu, szpicowate. 


Tak się złożyło, że miejscka toaleta, która wcześniej była pod ziemią trafiła na wierzch i wygląda jak kontener z tira. Cóż, być może drzewa ją zakryją.

   W zasadzie trudno teraz o podsumowanie. Lublinianie dostali nowy plac, i nie wypada mi dzisiaj składać uwag. Ogólnie nie jest źle. Wszystkich jednak razi olbrzymi koszt zmiany, jak wspomniałem wyżej ok. 70 milionów złotych placu oraz koszt rocznego utrzymania fontann w kwocie około miliona złotych to suma bajońska. 
    Plusem jest to, że Plac wrócił do mieszkańców, mam nadzieję, że wróci on do rowerzystów, a bzdurny zakaz przejazdu rowerem zostanie usunięty. 


poniedziałek, 19 grudnia 2016

Żegnamy Drzewo Wolności


   Gdy upadło powstanie styczniowe w 1863 roku zapanował czas wielkiej narodowej żałoby. Na Placu Litewskim, znajdującym się w samym sercu miasta posadzono drzewo, o ukrytym dla zaborcy symbolu - Czarną Topolę Nadwiślańską. Wzrastając miała stać się przeciwwagą dla powstającego w pobliżu Prawosławnego Soboru (oddany w 1874r.). Choć tego już powszechnie nie pamiętamy, pomysłodawcą jej zasadzenia był twórca pierwszych parków miejskich Lublina - w tym Ogrodu Saskiego - inżynier gubernialny, Feliks Bieczyński.
   Nasza topola przez wszystkie lata zapuściła swoje korzenie głęboko w lubelskim gruncie. Przetrwała dwie wojny światowe, była w międzyczasie świadkiem rozbiórki Prawosławnego Soboru i dotrwała do czasów nam współczesnych, w których nazwaliśmy ją Baobabem. Dlaczego? Otóż wiele się zmieniło. Pamięć o celu jej posadzenia zatarła się, a topola pozostała charakterystycznym i żywym punktem Placu Litewskiego. To przy niej młodzi ludzie umawiali się na randki, a starsi na towarzyskie spotkania. Drzewo zapewniało schronienie przed deszczem pod rozłożystym parasolem liści, jak również przed słońcem w upalne dni. Gdy wiatr poruszał jej koroną miło było posłuchać charakterystycznego szelestu liści, którym obdarowywała wszystkich bez wyjątku.


  Topola nie miała wrogów wśród ludzi i w dobrej formie przetrwała transformacje ustrojowe do naszych czasów. Jednak na przestrzeni ostatnich sześciu lat stan jej się pogorszył, a funkcje życiowe zaczęły ustawać. Podczas prac budowlanych podcięto jej system korzeniowy, po czym zbyt ściśle obudowano pień chodnikowymi płytami. Zanieczyszczenie i stale zwiększający się ruch z pewnością nie pomogły, a prowadzone przycinki nie wzmocniły. 
   Dziś wiemy już na pewno, że Drzewo Wolności kiedyś, a Baobab dzisiaj – zostanie ścięte.
   I choć wiadomość jest przytłaczająca, a my powinniśmy w tym miejscu nad tym przystanąć w zamyśleniu – to trudno jest przecież unikać myśli - co po niej? Czy możemy liczyć na drzewo, które okaże się godnym następcą i jak Baobab kiedyś chwyci nasze miasto w korzenie wrastając w jego grunt i w serca mieszkańców?
   Żegnamy się z drzewem, które towarzyszyło naszym przodkom i czekamy na drzewo, które będzie towarzyszyć nam, naszym dzieciom i dzieciom naszych dzieci, które kiedyś zastanowią się, nad tym być może, dlaczego tu akurat je posadziliśmy?

   Żegnaj Nadwiślańska Topolo Czarna, żegnaj Baobabie.

wtorek, 11 października 2016

Chrystus Frasobliwy - kapliczka w Lublinie


    Postanowiłem zrobić ujęcie w kadrze. Kto nie widział kapliczki będzie musiał się do niej pofatygować, aby zobaczyć ją w całości. Mieści się ona na placu przy Centrum Kultury w Lublinie, przy ul. Peowiaków. Wybudowana w roku 1767 w stylu barokowym, mieściła się przy ówczesnym i sąsiadującym z nią klasztorze s. Wizytek. Do czasu remontu Centrum Kultury (budynku dawnego klasztoru) ustawiona była jak na środku jezdni przy przystanku. Wokół niej przejeżdżały autobusy komunikacji miejskiej. Obecnie stoi na placu bez ruchu motoryzacyjnego, kontrastując lub raczej wzbogacając jego płaszczyznę. Autorem rzeźby jest prawdopodobnie Paweł Antoni Fontana i zdecydowanie polecam podejść bliżej aby ją obejrzeć. 

środa, 4 maja 2016

Centrum Spotkania Kultur w Lublinie bez kultury?


   Dostałem informację, że w związku z imprezą zorganizowaną przed Centrum Spotkania Kultur w Lublinie nie zmieściły się przygotowane do niej dekoracje, więc z tego powodu... ściągnięto z placu kamienne ławy i ciężkim sprzętem wwieziono je na trawnik na skwer obok. Zrzucono je tam, niszcząc zieleńce.  Ale cel uświęca środki. Podobno.
   Osoba, która do mie napisała, zwróciła uwagę na powyższe. Dostałem zdjęcia i kilka pikantnych komentarzy, które - za wyjątkiem zdjęć, bo skorzystałem ze swoich - zamieszczam. 


"- co zrobic z tymi ławkami szefie? może do magazynu? - aaatam, jeszcze poobijamy ściany i porysujemy posadzki. Weźcie jeb...cie nimi tam w te chwasty. - dobrze!"


"oj dobra, niech sobie tam skladaja co chca. niepotrzebnie sie zirytowalem. to tylko jakies obs.ane psami chwasty. po co to komu"


"Jak mam do wyboru kultura albo przyroda to wiadomo, że wybiorę kulturę"


    Centrum Spotkania Kultur w Lublinie w przyszłości powinno wykazać się większą kulturą i dbałością w planowaniu eventów. Obecnie tego zabrakło, ktoś nie pomyślał i zniszczono skwer. Liczę jednak, że w przyszłości to się zmieni, a otoczenie CSK, nie ucierpi już przez beztroskę w planowaniu (?) kolejnych imprez. Przeciwnie, uważam że CSK powinno poczuć się w szczególnym obowiązku, aby zabezpieczyć zieleń, której mamy coraz mniej w mieście przed zniszczeniem.
      Myślę, że to będzie dodatkowy i wspaniały przykład kultury.  



czwartek, 3 marca 2016

Foka i Delfin - rzeźby z osiedla Prusa w Lublinie

 
    W ramach Lubelskich Spotkań Plastyków, które zainicjowano na początku lat 70-tych XX wieku, a których wykonanie rozpoczęto w 1976r. powstały rzeźby - wśród nich Foka i Delfin - umieszczone na os. Prusa. Plastycy otrzymali za zadanie m.in nadać wymiar estetyczny miejskim osiedlom. Za rzeźby z os. Prusa odpowiadał zespół pod kierownictwem Adama Prockiego. 
  Dotrwały one do naszych czasów i słowo "dotrwały" jest tu odpowiednie. Foka jest, wyeksponowana, otoczona żwirkiem, jej stan jest umiarkowanie dobry. Natomiast stan delfina określić należy jako zły. Znalazł się on na dziecięcym placu zabaw, co doprowadziło do uszkodzeń rzeźby, która ma popękaną przednią część, dodatkowo - a chyba to jest najmniejszy problem, pokryty został farbą.
     Fokę i Delfina pamiętam jeszcze z dzieciństwa, jednak o nich, zapomniałem. Zwróciła mi na nie uwagą Joanna z Warszawy, za co dziękuję.


wtorek, 2 lutego 2016

Kościół Kapucynów i - z okna kamienicy.


   Nie będę pisał o historii Kościoła p.w św. Piotra i Pawła o. Kapucynów, a przynajmniej jeszcze nie teraz. Raczej chciałem zwrócić Wam uwagę, na pewien drobiazg, który dużo tu zmienił. Otóż usunieto kiosk, który przysłaniał widok na budynek zabytkowego kościoła i jego ogrodzenia wraz z furtą zakonu. Kiosk z gazetami (ustawiony był w centralnej części zdjęcia), nie komponował się kompletnie z niczym, a jego forma blaszano - plastikowej budki do niczego nie nawiązywała. 
   Zmiana niby nieznaczna, lecz jak się okazuje - istotna i pożądana. Cieszę się z niej, gdyż w jakimś sensie przywróciła miastu miejsce ważne, kierując na nie uwagę przechodnia.  


    I na koniec widok z okna kamienicy przy ul. Królewskiej 17. Aby wykonać zdjęcie tej części Lublina, musiałbym się z nim trochę uszarpać, zdecydowałem, że zrobię je przez nie, z nim jednocześnie. Zdjęcie też będzie ciekawe i zwróci nieco uwagi na sam charakter miejsca. Tak zostało.

wtorek, 7 października 2014

Tak zaciera się ślad historii - Cyrulicza 4 w Lublinie i niszczejący napis Składu Manufaktury Szlomo Rajza



   25 marca 2014r. Gazeta Wyborcza wydała artykuł o przedwojennym napisie w języku jidysz odnalezionym przypadkiem w bramie kamienicy przy ulicy Cyruliczej 4. Temat podchwyciła niemal cała prasa w mieście. Dodatkowo zastępca Prezydenta Miasta Lublina Katarzyna Mieczkowska - Czerniak oświadczyła - cytuję tu za Wyborczą: "Postaramy się podjąć działania konserwatorskie". Jak widzimy - zdjęcia zrobiłem 7 października 2014. - nic z tych "starań" do tej pory nie wyszło bo napis pozostał niezabezpieczony i niszczeje.  
   Jest on o tyle ważny, że unikalny i wyjątkowy, stanowiący świadectwo obecności ludzi, którzy tu żyli i których już nie ma. Nie ma bo zostali wymordowani przez hitlerowców podczas II wojny światowej.
    Wróćmy jednak do samego napisu. Według ustaleń Teatru NN reklamował "Skład Manufaktury" należący do Szlomo Rajza. I tu historia losów właściciela i rodziny, różni się. Jedna z wersji mówi, że zginął wraz z bliskimi w komorze gazowej w obozie w Bełżcu wiosną 1942r. Druga natomiast, że wspólnie z rodziną uciekł do Warszawy i ukrywał się w domu na Żoliborzu i w maju roku 1943 z grupą innych osób został na jego podwórzu rozstrzelany. 
      Teraz przez przypadek wraz z odsłoniętym napisem przypomnieliśmy sobie, że żył tu Szlomo z rodziną. Miał sklep z tkaninami i artykułami krawieckimi. Prywatnie zaś, był teściem Anny Langfus urodzonej w Lublinie pisarki, nagrodzonej najważniejszą francuską nagrodą literacką Prix Goncourt. Jedyny zaś fizyczny ślad jego bytności w Lublinie ściera się na naszych oczach w pył.

czwartek, 18 września 2014

Formy dialogu z obywatelami na przykładzie Ogrodu Saskiego w Lublinie



    Ja wszystko fersztejen, ale nie fersztejen, dlaczego my, mieszkańcy Lublina pozwalamy się tak traktować. Park miejski nazywany Ogrodem Saskim, po "zrewitalizowaniu" stał się miejscem nie do życia, a pozostał obiektem służącym do snucia się w kapciach po wyznaczonych do tego alejkach. Aby zadęcie tego miejsca w pełni się urzeczywistniło zamieszkają w nim wkrótce pawie.
     
   Ale od początku. Od czasu powstania, Ogród Saski służył na zasadach ogólnych wszystkim gościom i mieszkańcom miasta. Po II wojnie światowej jego ranga w mieście wzrosła, co ściśle wiąże się z rozwojem Lublina, oraz ilością jego mieszkańców. Przed "rewitalizacją" w zimie korzystały z niego dzieci zjeżdżając na sankach i korzystając do woli ze skarp tam się znajdujących. Wszystkie alejki wyłożone asfaltem znakomicie nadawały się do jazdy na rolkach i na rowerach, a spacerujący nie brudzili obuwia grzęznąc w żwirze i błocie. Rowerzyści korzystali w parku z każdej ze ścieżek. To tu dzieci uczyły się jazdy na rowerze, tu również emeryci mogli pospacerować ze swoimi pieskami, a dzieci mogły się z psiakami wyszaleć biegając po skwerkach. Na placu zabaw korzystano ze zjeżdżalni, huśtawek, karuzeli oraz z piaskownicy.

     Jednak "złote" lata parku skończyły się po jego remoncie. Alejki pokryto grysem z piachem - stąd nie ma już mowy o jeździe na rolkach, czystych butach czy chodzeniu w "szpilkach". Skarpy obsadzono krzakami, w taki sposób aby dzieci w zimie nie mogły jeździć po nich na sankach. 
   Z dostępnych alejek wyznaczono tylko jedną trasę dla rowerów, tak aby rowerzyści mogli przez park przejechać jego obrzeżem, dzieciom w drodze wyjątku zezwolono jeździć wszędzie. 
   Co do placu zabaw to mogę śmiało stwierdzić, że praktycznie go nie ma - pozostała spora ogrodzona pusta przestrzeń z ustawionym jakimś wielokątem, który nie wiadomo do czego służy oraz huśtawka. 

   Abyśmy wiedzieli jak się zachowywać w tak szczególnym (dla nas?) miejscu, ustawiono tablicę z regulaminem, pod którym umieszczono znaki, które zakazują:

- rozpalania ognisk
- biwakowania
- używania fajerwerków
- spacerowania z psami
- jazdy samochodem, motocyklem, skuterem

Stopniowo przybywa również nowych pojawiających się w formie tabliczek:


   Zdjęcie powyżej "zakaz dokarmiania ptaków" dwie tabliczki przy wejściu do parku od strony al. Racławickich.
    Wokół fontanny w centralnej części, umieszczono trzy tablice (na zdjęciu jedna, po bokach jeszcze dwie) o treści "zakaz wchodzenia i zaśmiecania obiektu, prawo wodne, Wydział Gospodarki Komunalnej UM Lublin".


   Protesty właścicieli psów, którzy wcześniej chcieli się ułożyć z miastem, a dotyczące zakazu spacerowania z psami po parku - pomimo ich próśb o respektowanie ich praw - ostatecznie znalazły swój finał w Sądzie Administracyjnym, a sprawę nadal relacjonują media. Dlaczego władze miasta postanowiły pójść z mieszkańcami na udry, odmawiając rozmów i dialogu w tej sprawie? 

   A przecież można było dojść do porozumienia, wypracować kompromis, tak aby w Ogrodzie Saskim znalazło się miejsce do wypoczynku i zabawy dla każdego. 

    Natomiast "niezbędne zakazy" można było sformułować nieco inaczej, moje propozycje to:
- prosimy nie karmić ptaków
- prosimy nie wchodzić i nie zaśmiecać fontanny 
  
 I zaprosić wszystkich do korzystania z tej przestrzeni, tak jak się zaprasza miłych gości do siebie, może tak jak na zdjęciu poniżej. 


"Witamy na Polu Mokotowskim! Zachęcamy do wspólnego korzystania z uroków przyrody. Zachęcamy do organizowania wesołych pikników biesiad i grillowania na trawnikach oraz skwerach. Namawiamy do uprawiania sportu: jazdy na rowerach, rolkach, deskorolkach i gier zespołowych. Życzymy miłego pobytu! Zarząd Terenów Publicznych."

    Można do ludzi podchodzić gościnnie i z szacunkiem? 
     





środa, 23 lipca 2014

Na Ewangelickiej w Lublinie - lew z baranimi rogami


   Ileż to razy obok niego przechodziłem, ileż to razy nie zwróciłem na niego swojej uwagi. Jest, a jakby go nie było, a jednak w końcu przykuł moją uwagę. Wreszcie. Spoglądał na mnie swoimi kamiennymi oczami, lew z kamienicy przy ul. Ewangelickiej 8, jeden z dwóch zdobiących fasadę przy wejściu. 
   Czas zbyt łaskawie się z nim nie obszedł, płaskorzeźba powoli rozmywa się, jak miraż na pustyni, a szkoda bo lwa z baranimi rogami w Lublinie jeszcze nie widziałem. W zasadzie nigdzie nie widziałem.
   Co oznacza ta symbolika? Czy przenikają się w niej wpływy kultury żydowskiej czy może chrześcijańskiej? Może jednej i drugiej?

poniedziałek, 7 lipca 2014

Katapulta w Lublinie przed Ratuszem, dla kogo?


 Na Placu Łokietka, przed miejskim Ratuszem stanęła praca Nikity Shalennego "Katapulta". Co artysta miał na myśli, nie wiem dokładnie, natomiast wzbudza ona wesoły uśmiech wśród przechodzących obok mieszkańców. Jak doszły mnie słuchy katapultę ustawiono tam nieprzypadkowo, a jej symbolika jest dalece wymowna. Nie chcę plotkować, ale ludzie na mieście gadają, że czeka ona na jakiegoś urzędnika z Magistratu, lecz na kogo nie chcą powiedzieć! Szkoda.
   Znajomy oglądając zamontowane w centrum miasta rzeźby (jest ich kilkanaście) postawił pytanie o koszt tych instalacji. 
    Ja sam nie mam nic przeciw sztuce. Nie musi ona być dla mnie rozsądna, nie musi być pobożna, sztuka jest jak artysta, który ją tworzy, może się podobać, może również budzić obrzydzenie. Byłbym jednak niezadowolony, gdyby okazało się, że na eksponaty te miasto wyłożyło naszą być może niemałą, miejską kasę.  
   Wówczas praca naszego sąsiada z Ukrainy może faktycznie symbolizować koniec bizancjum i przemijalność władzy w ogóle. Ale to tylko spekulacje.

środa, 4 czerwca 2014

Droga do wolności Lublin 1989 - 2014


    4 czerwca 2014 roku mija 25 rocznica wolnych wyborów w Polsce. Ten czas możemy określać jako okres przemian gospodarczych, ale i przemian mentalnych, kulturowych. 
    Polska droga do wolności z pewnością nie była łatwa, a pokolenie które ją zainicjowało poświęciło dla niej wszystko, tak aby przyszłość ich dzieci i wnuków była inna niż ta, w której oni żyli i którą pamiętali.
   Czy się udało? Z pewnością, choć przecież wielu z nas przyzna, że nie zawsze jest lekko i nie zawsze możemy związać koniec z końcem. Liczymy, jednak że doprowadzi nas ona do celu jakim jest życie na europejskim poziomie i do pełnego bezpieczeństwo naszej ojczyzny.
   W Lublinie dziś, na Placu Litewskim stanęły urny wyborcze, symbol demokratycznego wyboru, który od 25 lat zależy już wyłącznie od nas.     

wtorek, 27 maja 2014

Miasto Libacji



   Lublin Miasto Inspiracji do Libacji. O taki tytuł powinniśmy się starać w konkursie ogólnopolskim. Dlaczego? Otóż na Polskiej mapie miast wojewódzkich do marginesu zaliczyć należy te, w których można bezkarnie pić alkohol w miejscach publicznych. Nie chodzi tu o picie okazjonalne i ukradkiem za rogu sklepu, ale całkiem nieskrępowanie w przestrzeni miejskiej. 
   Po godzinie 17ej centrum miasta zaczyna "nowe życie". Park Saski, Plac Lecha Kaczyńskiego, skwer za Placem Litewskim, uliczki Czysta i Bieczyńskiego (stąd pięknie lecą do Saskiego butelki po Perełce, niekiedy tłukąc się o chodnik), Krótka, Lubartowska, Stare Miasto - tu króluje maksyma "pij i rządź". W okolicach basenu AOS - przy dawnym boisku zalega potłuczone szkło i porozwalane butelki, które tworzą stosy. Widać tu gwałtowny rozwój kultury studenckiej. 
   Pijacka impreza rozkręca się w parkach na dobre bo "biesiadnicy" ustawiają sobie ławeczki aby móc lepiej toczyć alkoholowe spory. Ale i murki sąsiadujących uliczek z Ogrodem Saskim są wymarzonym miejscem do takich spotkań, tym bardziej że "Biedronka jest tak blisko". A gdy już okazjonalnie podjedzie do nich Straż Miejska wystarczy zsunąć się do "sasa" i dać drapaka. Gwarantuję, że strażnik nie będzie ścigał.
  Powstaje zasadnicze pytanie; jak to możliwe, że w Lublinie panuje takie pijackie rozbestwienie? Czy dzieje się tak za przyzwoleniem miasta? Dlaczego nie ma częstszych patroli w tych newralgicznych miejscach?
    A może o to chodzi? Może zawołanie; "wina i igrzysk" (bo nie chleba) sprawdza się? Wina (i piwa) jak widać w Lublinie nie brakuje, stadion też wkrótce będzie, a imprez masowych "pod chmurką" w każdy weekend mamy do przesytu.
     Gwarantuję Wam, że zdjęć Ogrodu Saskiego zaśmieconego butelkami po różnej maści alkoholu mogę wykonać każdego ranka krocie. To samo tyczy się w/w miejsc "alkoholowych inspiracji". Skoro ktoś butelki i puszki tam pozostawia, oznacza to, że nie wynosi ich pustych z domu.
     Mam retoryczne pytanie. Czy miastu to na rękę? Tak, w przeciwnym wypadku do takich zdarzeń nie dochodziło by w takiej ilości i tak często. 
      Dobrze, że mamy monitoring. Możemy podglądać jak miasto się uchlewa.
----

Post Scriptum
       Przechodząc wieczornym piątkowym spacerem od Hotelu Europa do Ogrodu Saskiego - chyba tylko ja byłem trzeźwy. Piątek, rozumiem, wielu bierze na luz, ale to co się działo za Placem Litewskim na skwerze, przekroczyło moje pojęcie o skali problemu. Bluzgi, rozbijanie butelek, grupy pijanych i żadnego policjanta, żadnego strażnika miejskiego. Na Krakowskim Przedmieściu, wyścigi samochodowe i motocyklowe. Dzicz.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Uchwała Rady Miasta ws. Regulaminu Ogrodu Saskiego przebrana w szaty prawa


   Zapraszam na spotkanie, które odbędzie się w dniu 10 kwietnia 2014r. w Lublinie. Organizuje je społeczność Facebookowa "Lublin z Psem", której jestem współzałożycielem. Będziemy zbierać podpisy przeciwko Uchwalonemu Regulaminowi Rady Miasta Lublin, a dokładnie paragrafowi 5, mówiącemu, że "Na teren ogrodu nie można wprowadzać psów za wyjątkiem psów przewodników".
   W tym miejscu zauważam, że Uchwała Rady Miasta jest sprzeczna z Art 32 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej w treści: 1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. 2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.
   Tymczasem Uchwała Rady Miasta Lublina z dnia 4 kwietnia 2014 roku poz. 1444 nr. 1017/XXXIX/2014 ewidentnie ubrała się w szaty prawa, które do niej nie należą.
   Z tego powodu już w czwartek zbieramy się, aby zaprotestować i złożyć swój podpis, który ma olbrzymie znaczenie!
Zapraszamy nie tylko właścicieli psów! Natomiast jeżeli macie psa - zabierzcie go ze sobą!

piątek, 31 stycznia 2014

Projekt Jarząbek - Jurkiewicz - polecam !


    Dziś na Starym Mieście w Lublinie! Nie byłbym sobą, gdybym o tym nie wspomniał. Polecam Adama Jarząbka z czystym sumieniem. Macie dzisiaj wolny piątkowy wieczór? Tu go nie zmarnujecie, wstęp wolny!

    Ponizej fragment w/w koncertu z 31 stycznia 2014r. - polecam!


czwartek, 17 października 2013

Wystrychnięte na dudka



     Lubelska Spółdzielnia Mieszkaniowa jest jedną z najlepiej rozpoznawanych w Lublinie i jedną z bardziej znanych w Polsce; w przeszłości wielokrotnie nagradzana w konkursach ruchu spółdzielczego. Architekturę osiedla Mickiewicza oraz osiedla Słowackiego stawiano za wzorcowy przykład rozwiązań powojennego budownictwa. Kolejne powstające osiedla w ramach spółdzielni również nie mają sobie wiele do zrzucenia. Czy stały na nich wieżowce z wielkiej płyty, czy bloki niskokondygnacyjne, zawsze na LSMie było dużo zieleni, a układ ulic pozwalał na zminimalizowanie ruchu samochodów. Każde z osiedli posiadało swój Dom Kultury, to na LSMach zainaugurowano Lubelskie Spotkania Plastyczne, w wyniku których poszczególne osiedla wzbogaciły się o niezwykłe rzeźby i malowidła. 
     Dzisiaj miejsca te, które kiedyś tak zakwitły kulturalnie zapominają o swojej przeszłości i nic nie robią w kierunku zadbania o pozostawioną im spuściznę. Pomniki i rzeźby nie przynoszą przecież wymiernego dochodu więc niszczeją w żaden sposób nie będąc zabezpieczone. Niektórym z nich zostało może parę lat, aby rozpaść się i zniknąć z naszej pamięci. Może tak lepiej i wygodniej? Przecież postawiono je w epoce socjalizmu i choć nie przedstawiają postaci działaczy z tamtego okresu to widocznie są kością w gardle zarządzających. Bo cóż z nimi zrobić, usunąć? Same się usuną, potrzeba czasu.
     Szkoda. Szkoda, bo osiedla te i zgromadzone na nich małe dzieła sztuki świadczą o ludziach, którzy często własnymi rękoma budowali swoje mieszkania, dbali o przestrzeń wokół nich, organizowali życie kulturalne, gdy życie w kraju było jakie było. Ze swojego dzieciństwa zapamiętałem te pomniki skąpane w słońcu, przykryte śniegiem lub obłożone jesiennymi liśćmi. Tymczasem obecnie o każdej porze roku wyglądają tak samo, poszarzałe, nieco senne, jak ludzie, którzy nagle się postarzeli.
     LSM dziś to osiedle inwestycji, dużych inwestycji, budowanych z rozmachem. Inwestycji nie przemyślanych, a obliczonych na zyski. Niedawno niewiele by zabrakło, a unikalne architektonicznie budowle zaprojektowane przez Oskara Hansena przy ul. Wileńskiej zostały by rozebrane. Fakt, wyglądają źle przysłonięte blachami reklam, jednak czy tak wiele potrzeba aby je odsłonić i przywrócić im dawny wygląd? Otóż tak. Lepiej zeszpecić je dokumentnie, a być może niedługo uda się postawić w ich miejscu wspaniały blaszany market. Wszystkim się to opłaci.
       Na krótką metę.


piątek, 11 października 2013

Panorama - donżon, Zamek Lubelski

kliknij obrazek aby powiększyć                                                                          

     Korzystając z pięknej pogody - wybrałem się na Zamek w Lublinie i wszedłem na (od niedawna obowiązkowy element wycieczek) lubelski donżon. Polecam go często turystom, którzy odwiedzają Lublin. Stanowi ciekawą alternatywę dla Wieży Trynitarskiej, a właśnie z tej perspektywy jesteśmy bliżej miasta, które stało się jeszcze przed wiekami tygielkiem różnych kultur.
     I tak, z powyższej perspektywy widzimy od lewej; część Starego Miasta, Kościół św. Mikołaja na Czwartków - jedną z najstarszych w Lublinie budowli sakralnych, Cerkiew Prawosławną - Katedrę Przemienienia Pańskiego na ul. Ruskiej, Cmentarz Żydowski - Kirkut - charakterystyczne wzgórze, z daleka bardziej przypominające niewielki park. Na pierwszy plan jednak rzuca się w oczy największy i najbrzydszy element tej części krajobrazu - dworzec PKS Lublin, oraz blaszane budy sąsiadującego z nim bazaru. Każdy, kto przyjedzie busem lub PKSem jest "pod wrażeniem" socrealistycznej brzydoty tego miejsca. Wiele osób, które trafiły do Lublina właśnie w taki sposób twierdzi, że Lublin to miasto, w którym zakochują się od drugiego wejrzenia. Pierwszym wejrzeniem jest właśnie dworzec, z którego najlepiej unikać i korzystać w wypadku ekstremalnej konieczności. 
     Kolejnym, powstającym elementem panoramy wieży jest budowana (która to już?) handlowa galeria w Lublinie. Zajęła miejsce części ogródków działkowych, a jeszcze wcześniej istniejącego tam Wielkiego Stawu Królewskiego, o którym jeszcze napiszę. Podczas budowy okazało się, że z tego właśnie miejsca wybija woda i pewnie wybijać będzie, tymczasem zalewają to betonem.

kliknij obrazek aby powiększyć                                                                          

  Polecam również wejście na Wieżę Trynitarską, z której widok jest niezwykły, jednak pozostawimy go sobie na kolejny raz. Video z Trynitarskiej, dla zainteresowanych zamieszczone jest na www.oLublinie.pl, polecam skorzystać z wyszukiwarki strony.

    

wtorek, 1 października 2013

Zapomnij o teatrze


     Lublin zawsze mnie inspirował. Jego renesansowe budowle, tygielek kultur, które w nim się skupiają, niezwykła i ciekawa historia, otoczona barwnymi legendami. W tym wszystkim ludzie grzeszni i święci, niepospolici, diabły i anioły - kiedyś i dziś - dodatkowo zabarwia historię naszego miasta. Przy tym wszystkim położenie Koziego Grodu - takie w sam raz. Jego wielkość - odpowiednia by nadać mu znaczenia miasta wojewódzkiego, a przy tym odpowiednia aby znaleźć ciszę, lub odizolować się od zgiełku. 
      Trochę już o nim popisałem, dokładnie jak to było w założeniu bloga - z mojej subiektywnej perspektywy. Perspektywy przechodnia, mieszkańca. Oprócz miejsc znanych nadal będę odnajdywał zakamarki, do których zazwyczaj nie zaglądamy. Taki właśnie Lublin, nieco obdrapany, schowany, posiada swój szczególny koloryt. Nikt go na siłę nie upiększa, dzięki temu staje się autentyczny. Ktoś mi napisał niedawno, że niepotrzebnie zachwycam się niszczejącą kamienicą, ja natomiast myślę, że było by coś ze mną nie tak, gdybym zachwycał się handlową galerią. Ale ni o tym dzisiaj.

      W Lublinie na nowo odżyło Centrum Kultury. Odrestaurowany i przebudowany budynek zrobił na mnie spore wrażenie. Trochę się tego przestraszyłem, bo za chwilę pomyślałem sobie, że to co znajdę w tym pięknym opakowaniu może mnie faktycznie rozczarować. I pomyliłem się. Okazało się, że "nowa" siedziba Centrum oddała artystom zupełnie nowe i niezwykłe możliwości, a może to oni przekazali jej swoje? Tak czy inaczej jestem w Centrum, jestem dzięki nim właśnie. Obserwuję. Notuję. Zapisuję. Publikuję. Wiele materiału znajdziecie na oLublinie.pl, część obejrzycie na You Tube. 
     Zainspirowałem się. Okazało się, że i teraz i dziś może powstać magiczne miejsce w mieście, miejsce, które tworzą magiczni ludzie, a przewrotne "zapomnij o teatrze" będzie tętniło jak krew w żyłach naszego miasta. 
     Prawdziwie i bez kokieterii.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Noc Kultury w Lublinie 2013 i Neon po Kinie KOSMOS

Neon prezentuje się  idealnie

     Odrestaurowany neon po Kinie Kosmos zawisł na budynku Galerii Labirynt w Lublinie. Wydarzenie nie przyciągnęło tłumów, a jedynie kilka zaangażowanych osób. Cóż, jak po pogrzebie babci minęło już kilka lat, to mało kto przychodzi później jej świeczkę palić. A tą właśnie świeczkę zapalić miał (jak mnie poinformowano) Prezydent Miasta Lublina. Czekaliśmy więc na Pana Prezydenta chwil kilka, jednak nie dotarł, widocznie zapomniał, nie przyszedł. Być może był u Państwa Krokodylów na filiżance wody z Nilu. Tak, czy inaczej, neon zapłonął błękitnym elektrycznym blaskiem i wszystko inne przestało mnie w tym krótkim momencie interesować. 

Tu poczułem się nieco dziwnie.

    Wyruszyłem w Noc Kultury po Lublinie, praktycznie bez konkretnego planu - chyba jak większość mieszkańców Koziego Grodu. I jak ta właśnie większość utknąłem na Krakowskim Przedmieściu w tłumie na deptaku oraz w ścisku na Starym Mieście, mało nie tracąc ubrania w ludzkiej wyżymaczce Bramy Krakowskiej. Wokół każdy instytucjonalnie i indywidualnie miał przynajmniej jeden event do podziału dla żądnych kulturalnej rozrywki ludzi. 
      W konsekwencji wszystko eksplodowało niekontrolowanym chaosem, a mi samemu tej nocy, śmietnik przy alejach Racławickich przypomniał okładkę lubelskiego informatora kulturalnego na rok 2013 i wzbudził myśl, że ktoś robi mnie w wiadomo co.  
       
Śmietnik przy al. Racławickich w Lublinie