Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 27 maja 2014

Miasto Libacji



   Lublin Miasto Inspiracji do Libacji. O taki tytuł powinniśmy się starać w konkursie ogólnopolskim. Dlaczego? Otóż na Polskiej mapie miast wojewódzkich do marginesu zaliczyć należy te, w których można bezkarnie pić alkohol w miejscach publicznych. Nie chodzi tu o picie okazjonalne i ukradkiem za rogu sklepu, ale całkiem nieskrępowanie w przestrzeni miejskiej. 
   Po godzinie 17ej centrum miasta zaczyna "nowe życie". Park Saski, Plac Lecha Kaczyńskiego, skwer za Placem Litewskim, uliczki Czysta i Bieczyńskiego (stąd pięknie lecą do Saskiego butelki po Perełce, niekiedy tłukąc się o chodnik), Krótka, Lubartowska, Stare Miasto - tu króluje maksyma "pij i rządź". W okolicach basenu AOS - przy dawnym boisku zalega potłuczone szkło i porozwalane butelki, które tworzą stosy. Widać tu gwałtowny rozwój kultury studenckiej. 
   Pijacka impreza rozkręca się w parkach na dobre bo "biesiadnicy" ustawiają sobie ławeczki aby móc lepiej toczyć alkoholowe spory. Ale i murki sąsiadujących uliczek z Ogrodem Saskim są wymarzonym miejscem do takich spotkań, tym bardziej że "Biedronka jest tak blisko". A gdy już okazjonalnie podjedzie do nich Straż Miejska wystarczy zsunąć się do "sasa" i dać drapaka. Gwarantuję, że strażnik nie będzie ścigał.
  Powstaje zasadnicze pytanie; jak to możliwe, że w Lublinie panuje takie pijackie rozbestwienie? Czy dzieje się tak za przyzwoleniem miasta? Dlaczego nie ma częstszych patroli w tych newralgicznych miejscach?
    A może o to chodzi? Może zawołanie; "wina i igrzysk" (bo nie chleba) sprawdza się? Wina (i piwa) jak widać w Lublinie nie brakuje, stadion też wkrótce będzie, a imprez masowych "pod chmurką" w każdy weekend mamy do przesytu.
     Gwarantuję Wam, że zdjęć Ogrodu Saskiego zaśmieconego butelkami po różnej maści alkoholu mogę wykonać każdego ranka krocie. To samo tyczy się w/w miejsc "alkoholowych inspiracji". Skoro ktoś butelki i puszki tam pozostawia, oznacza to, że nie wynosi ich pustych z domu.
     Mam retoryczne pytanie. Czy miastu to na rękę? Tak, w przeciwnym wypadku do takich zdarzeń nie dochodziło by w takiej ilości i tak często. 
      Dobrze, że mamy monitoring. Możemy podglądać jak miasto się uchlewa.
----

Post Scriptum
       Przechodząc wieczornym piątkowym spacerem od Hotelu Europa do Ogrodu Saskiego - chyba tylko ja byłem trzeźwy. Piątek, rozumiem, wielu bierze na luz, ale to co się działo za Placem Litewskim na skwerze, przekroczyło moje pojęcie o skali problemu. Bluzgi, rozbijanie butelek, grupy pijanych i żadnego policjanta, żadnego strażnika miejskiego. Na Krakowskim Przedmieściu, wyścigi samochodowe i motocyklowe. Dzicz.

2 komentarze:

  1. Wg. oficjalnych statystyk straż miejska i policja wystawiły od otwarcia Saskiego kilkadziesiąt razy więcej mandatów za picie alkoholu niż za pozostawienie kupy po psie mimo, że skala tego zjawiska jest również porażająca. Tak właściwie to do parku już od ponad miesiąca nie wolno wchodzić z psami a ciągle je tam widzę - o tym nie napiszesz?

    Przy okazji - zakaz picia w parkach jest absurdalny i w normalnych krajach nie funkcjonuje - nawet w konserwatywnym Izraelu można spożywać alkohol na ulicach do godz. 23. Karane powinno być złe zachowanie po alkoholu a nie samo jego picie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro SM wystawiła te mandaty to powinna, skoro wystawiła je w takiej skali, a nie innej to widocznie ludzie częsciej nadużywają alkoholu niż chodzą tam z pieskami. Może to jest właściwa skala problemu?
    W Lublinie osoby pod wpływem, zataczające się w centrum miasta, klnące, zaczepiające przechodniów to widok częsty. Nie ma tu mowy o zabawie po jednym piwku. W mieście zrobione zostały pijackie enklawy, o których powyżej piszę. Nie piszę o ludziach pijących tylko nadużywających, niszczących miasto i zakłócających spokój innym.
    Do parku nie można wchodzić z psem bo wprowadzono regulamin, który jest ubrany w szaty prawa, a prawem nie jest. Udowodnimy w sądzie, że przestrzeni miejskiej ograniczać nie można, oraz to że ludzie zostali tym regulminem zdyskryminowani i skrzywdzeni.
    Swoją drogą teraz właśnie przekonuję się jak bardzo niektóre osoby boją się psów i jak ta obawa z wiekiem przeradza się w nienawiść do zwierząt. Wiem, że nienawiść zatruwa człowieka i lepiej było by dla tych ludzi, aby spróbowały się z niej wyleczyć.
    Co do psów w parku jeszcze. Są one tak samo szkodliwe jak rowerzyści, którzy jeżdżą po nieprzeznaczonych do tego alejkach. Nie łapię ich jednak i nie każę się z tych alejek wynosić. Dlaczego? Dlatego, że szanuję prawo człowieka do wolności i rozumiem, że chcą z parku w pełni korzystać czerpiąc z tego radość.
    Co do Izraela. Można tam spożywać 24h na dobę. Nigdzie natomiast nie można go nadużywać. Niemoralne i naganne zachowania są karane.
    Jak widzisz nie ma tam zakazu, państwo nie jest konserwatywne, jest bardziej nowoczesne od naszego. Z psami też można chodzić do parków (na marginesie).

    OdpowiedzUsuń