Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 13 lipca 2014

Zapomniany żydowski pomnik przedmieścia Wieniawa w Lublinie


   Idąc ulicą Leszczyńskiego w górę, po prawej stronie, miniecie stadion Lublinianka. Jeszcze wcześniej przed nim stoi stacja paliw. To stamtąd patrząc w kierunku betonowego ogrodzenia stadionu zobaczycie w nim przerwę. Wspinając się stromą ścieżką pod górę znajdziemy się na wzniesieniu, gdzie przed wojną znajdowało się miasteczko - Przemieście Wieniawa. Całość dzielnicy Wieniawa mieściła się w obecnych granicach; północna rzeczka Czechówka, zachodnia i południowa ulica Leszczyńskiego i ulica Długosza. Jako, że ulica Leszczyńskiego jest czynna i zabudowana możemy wyobrazić sobie stojącą tu dawniej zabudowę. Górka nad dzielnicą jest słabo dostępna, bez zabudowy i nieznana. Można wręcz rzec, że nie ma tu czego szukać. Ale czy na pewno? 


    Na wzgórzu tym stoi tablica upamiętniająca miasteczko - w mieście; jego początek i koniec. Tu również znajdował się żydowski cmentarz, którego śladów dziś próżno szukać. Z opowiadań mojej rodziny wiem, że gdy budowano stadion Lublinianka, natykano się na kości tu pochowanych. To tu stała bożnica, która jeszcze na długo przed definitywnym kresem swojego istnienia, popadała w ruinę. Dziś po dzielnicy, w której mieszkała żydowska biedota nic nie pozostało. Co ciekawe, podatki były tu niskie, dlatego możni Żydzi mogli się tu meldować, faktycznie mieszkając w innej części miasta. Stąd pochodził sławny Widzący z Lublina - Jakub Icchak Horowitz. Odbywały się tu żydowskie handelki, jarmarki. Jak można sobie wyobrazić pewnością kolorytu tu nie brakowało!
   Dziś nad tymi co odeszli ustawiono skromną, ale górująca nad Wieniawą tablicę będącą niemym wykrzyknikiem ku pamięci tej niezwykłej dzielnicy gwaru, życia i handlu.  

wtorek, 8 lipca 2014

Okno na podwórze


   Okno na podwórze w kamienicy na naszej rodzimej lubelskiej starówce. Z uwagi na wspaniałe światło i dzisiejszy upał poczułem się przez chwilę jak w Grecji. 
    Nasze Stare Miasto to bez wątpienia miejsce magiczne i urokliwe, a przede wszystkim zaskakujące. Takich zakątków w niej nie brakuje, trzeba jednak mieć szczęście i trafić na odpowiedni moment, aby otworzyło się okno do innej rzeczywistości, po które wystarczy już tylko sięgnąć ręką.  

poniedziałek, 7 lipca 2014

Katapulta w Lublinie przed Ratuszem, dla kogo?


 Na Placu Łokietka, przed miejskim Ratuszem stanęła praca Nikity Shalennego "Katapulta". Co artysta miał na myśli, nie wiem dokładnie, natomiast wzbudza ona wesoły uśmiech wśród przechodzących obok mieszkańców. Jak doszły mnie słuchy katapultę ustawiono tam nieprzypadkowo, a jej symbolika jest dalece wymowna. Nie chcę plotkować, ale ludzie na mieście gadają, że czeka ona na jakiegoś urzędnika z Magistratu, lecz na kogo nie chcą powiedzieć! Szkoda.
   Znajomy oglądając zamontowane w centrum miasta rzeźby (jest ich kilkanaście) postawił pytanie o koszt tych instalacji. 
    Ja sam nie mam nic przeciw sztuce. Nie musi ona być dla mnie rozsądna, nie musi być pobożna, sztuka jest jak artysta, który ją tworzy, może się podobać, może również budzić obrzydzenie. Byłbym jednak niezadowolony, gdyby okazało się, że na eksponaty te miasto wyłożyło naszą być może niemałą, miejską kasę.  
   Wówczas praca naszego sąsiada z Ukrainy może faktycznie symbolizować koniec bizancjum i przemijalność władzy w ogóle. Ale to tylko spekulacje.