Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 8 stycznia 2012

Spadł śnieg i... stopniał.


       Niewątpliwie dodatnia temperatura w zimie ma swoje dobre strony. Otóż jako odbiorcy ciepła, uzależnieni, od elektrociepłowni lub samodzielnie ogrzewający własne mieszkania, ponosimy tego niemałe koszty. Tymczasem łagodna zima, stała się naszym sprzymierzeńcem i jeżeli dalej taka pogoda się utrzyma pozwoli nam ona zaoszczędzić parę złotówek, które z pewnością będziemy mogli przeznaczyć na bardziej zbożny cel - w przyszłości. 
       Jak jednak wytłumaczyć dzieciakom brak śniegu w zimie? Przygotowane sanki, czekają aby pod ich płozami zaskrzypiał śnieg, a ja sam także wyglądam opadu białego puchu każdego dnia. Zapomniałem przy tym wszystkim o uciążliwości odgrzebywania samochodu spod grubej warstwy śniegu, którą zafundowała nam poprzednia zima, oraz niemal zapomniałem o ubiegłorocznych mrozach. 
       I nagle dzisiaj - popadało! Lecz przy + 3 C ulicami znów popłynęła woda. 
       Szkoda. 
       Chyba tylko gawron zza okna, ma  na ten temat stałą, wyrobioną opinię. 

czwartek, 5 stycznia 2012

Było i nie ma. Czyli krótka historia intrygującego graffiti w Lublinie.





       Z mieszanymi uczuciami podchodzę do różnego typu "twórczości" na ścianach. Tu jednak przemówiły artystyczne dusze. Namalowany, a może raczej stworzony w 2008 roku w ramach Lubelskiego Festiwalu Graffiti przez artystów grafficiarzy świat fantazji ożywił dotąd szary mur oddzielający obecną Szkołę Sądownictwa i Prokuratury (dawniej Pałac Morskich) od Centrum Kultury przy ul. Peowiaków.
      Malowidło nie było niszczone przez wandali, zdobiąc (do chwili obecnej) tą część naszego miasta oraz nadając jej jednocześnie niecodziennego charakteru. Jego powstanie wymagało pomimo samej pracy sporego wkładu finansowego, stąd na jego części widać loga sponsorów, a i miasto wysupłało na ten cel "parę groszy".
       Graffiti trwało by w niezmienione postaci lat jeszcze kilka, gdyby nie pomysłowa firma remontująca budynek. Otóż nie mogąc/nie potrafiąc/nie chcąc zamienić koparki, na mniejszą (tzw. minikoparkę),  mogącą bez najmniejszego trudu przejechać bramą od strony Krakowskiego Przedmieścia postanowiono rozwalić kawał muru tak aby tym (chytrym?) sposobem przepchnąć się do budynku. Jak uradzono tak zrobiono.
Z tego miejsca nie życzę dalszych "podobnych sukcesów"; mam nadzieję, że firma która mur rozwaliła, po jego planowanej odbudowie, odmaluje również zniszczone części graffiti. Trzymam kciuki! 

środa, 4 stycznia 2012

Lubelski Zamek z Lwowskim Lwem



       Na temat lubelskiego zamku w samym internecie znajdziecie tak wiele opracowań, że samo ich powielanie na moim blogu z pewnością nic nowego nie wniesie. 
       Powyższe zdjęcia zrobiłem na pięć dni przed wigilią i to akurat w czasie gdy poprószył śnieg. Tymczasem obecna aura z temperaturą + 6 C i codziennie padającym deszczem wzbudza mieszane uczucia lublinian zastanawiających się nad wyjątkowo brzydką wiosną tej zimy. Ale zbaczam z tematu. 
       Otóż wśród losowej grupy znajomych lublinian, zrobiłem krótki sondaż, dotyczący pytania; czy odwiedziłaś(eś) Muzeum na Zamku, czy zwiedziłaś(eś) zamkową kaplicę i czy w ogóle byłaś(eś) na zamku? Cóż, efekt okazał się naprawdę mizerny. Na dziesięciu "respondentów" trzech rodowitych lublinian odwiedziło muzeum "kiedyś" (czas dalszy nieokreślony). Jedna z osób zwiedziła zamkową kaplicę, natomiast siedem zaszczyciło jego mury przechadzając się dziedzińcem. Z ciekawostek dodam, że wśród tych znajomych więcej zwiedziło Wieżę Eiffla w Paryżu niż rodzimą atrakcję jaką jest Lubelski Zamek. 
       Po co o tym piszę? Otóż okazuje się, że wolimy w czasie wolnym wybrać się za miasto (nie chodzi mi tu o wyjazd do Francji lecz o weekendowe "atrakcje"), niż to nasze miasto trochę lepiej poznać, do czego rzecz jasna zachęcam. 
       

       Lew przed lubelskim zamkiem odsłonięty został w 75 rocznicę zwycięskich walk o Lwów i stanowi replikę podobnych rzeźb, stojących dawniej na cmentarzu Orląt we Lwowie. Wykuta dewiza "Semper Fidelis", nadana została Miastu w 1658r.  
       Spoglądając na ten napis, tak trochę zazdroszczę Lwowowi tego pozytywnego patosu, którego wydaje się nam nieco brakuje; ale być może wraz z pomnikiem blask jego chwały spłynie i na nasz lubelski grunt.